Ściąga rekonstruktora · DW Arkona
Paleta barw dostępna dla strojów historycznych
w okresie wczesnego średniowiecza
Nie „jak barwić", tylko „jaki kolor da się obronić" — ziemie polskie i Skandynawia, VI–XI w.
Zanim zaczniesz czytać: ten temat właśnie się zmienia — projekt TeCoVa (2024–2028)
Wszystko, co niżej, jest stanem wiedzy na wrzesień 2026. Część ustaleń może się zmienić wraz z wynikami projektu TeCoVa. W Kopenhadze trwa bowiem TeCoVa (Textile Colours of the Viking Age, 2024–2028), pierwszy projekt, który bierze się za kolory tej epoki systematycznie, a nie przy okazji.
Dlaczego to dla nas kluczowe: zakres chronologiczny projektu to 600–1100 n.e. — czyli dokładnie okres tej ściągi. Badane będą tkaniny z Muzeum Narodowego w Kopenhadze, innych muzeów duńskich i wybranych muzeów nordyckich. Analizy barwników prowadzi Ina Vanden Berghe z brukselskiego KIK-IRPA — ta sama analityczka, której wyniki z 2023 r. (Bjerringhøj, Hvilehøj, Hedeby) są dziś jednym z filarów tego artykułu. Zespół prowadzą Ulla Mannering i Charlotte Rimstad; projekt finansuje Danish Independent Research Fund wspólnie z Muzeum Narodowym Danii, we współpracy z Barnard College w Nowym Jorku.
Co zamierzają rozstrzygnąć: jakie barwy — organiczne i nieorganiczne — były dostępne i jak je uzyskiwano; czy kolor stroju mówił o płci, wieku i statusie; jak barwa tkanin grała razem z paciorkami i biżuterią; i wreszcie, czy nowe wyniki zmienią nasze wyobrażenie o tym, jak ci ludzie wyglądali.
Dlaczego w ogóle jest taka potrzeba. Mannering pisze wprost, że „brakuje podstawowej i systematycznej wiedzy o dokładnych schematach barwnych i technikach barwiarskich", a obecne rozumienie kolorów tej epoki „opiera się w dużej mierze na kilku badaniach z lat 80. i 90.".[6] To zdanie jest jednocześnie najkrótszym możliwym podsumowaniem całego naszego §1: baza dowodowa jest mała, stara i przypadkowa.
Jak śledzić. Wyniki idą przede wszystkim do Archaeological Textiles Review — rocznika w całości w otwartym dostępie, którego kolejne numery warto po prostu przeglądać, oraz na strony Muzeum Narodowego Danii. Zapowiedź projektu: ATR 66 (2024), s. 120–121.[6]
Traktujcie tę ściągę jak rozkład jazdy sprzed remontu. Jest najlepszym, co dziś mamy — ale jeżeli wyniki TeCoVa będą sprzeczne z naszym zestawieniem, trzeba będzie zaktualizować tę ściągę.
Jak powstał ten tekst — udział sztucznej inteligencji
Do przygotowania tego opracowania wykorzystaliśmy model Claude (Anthropic). Piszemy o tym, bo uważamy, że warto pokazać, jak da się tego użyć z pożytkiem dla nauk historycznych — i co konkretnie ta metoda dała.
Najważniejsze było to, czego przy zwykłej pracy po prostu się nie robi, bo nie starcza czasu: równoległa kwerenda w ośmiu językach, z krzyżowym sprawdzaniem każdego przypisu. Nie chodzi o to, że model „wie więcej" niż badacz. Jego przewaga w tej pracy polegała przede wszystkim na możliwości równoległego przeszukiwania dużego korpusu literatury, porównywania publikacji w wielu językach i ponownego przechodzenia przez gotowy tekst pod kątem niespójności. Efektem jest między innymi wyłapanie kilkunastu błędnych odsyłaczy, z których część krąży w literaturze rekonstruktorskiej od lat, i dotarcie do materiału ruskiego, bałtyjskiego i wielkomorawskiego, który w polskich opracowaniach tego tematu zwykle się nie pojawia.
Role, w jakich model pracował:
- Kwerenda źródłowa — przeszukanie literatury po polsku, angielsku, niemiecku, duńsku, czesku, rosyjsku, estońsku i litewsku; dotarcie do publikacji w otwartym dostępie i wyciągnięcie z nich konkretnych wyników analiz.
- Metoda porównawcza — zestawienie wyników z różnych stanowisk, epok i technik analitycznych w jednej siatce pojęciowej, tak żeby było widać, co jest porównywalne, a co nie.
- Weryfikacja krzyżowa (double check) — sprawdzanie, czy przypis rzeczywiście mówi to, co przypisuje mu tekst. Ten etap wychwycił kilkanaście błędnych odsyłaczy, w tym takie, które krążą w literaturze rekonstruktorskiej od lat.
- Recenzja adwersaryjna — osobne przejścia przez gotowy tekst z zadaniem „znajdź błędy, nie chwal", z perspektywy archeologa tekstyliów i z perspektywy osoby praktykującej barwienie naturalne. Kilka tez zostało w ich wyniku osłabionych, kilka wykreślonych, a jedna — teza o orzechu włoskim — okazała się wprost błędna i wylądowała w koszu jeszcze przed publikacją.
- Przeliczenia — konwersja opublikowanych wartości CIELAB na sRGB, sprawdzona niezależnie.
Czego tu nie robiliśmy: nie wymyślaliśmy źródeł ani wyników. Każda pozycja bibliograficzna była otwierana i sprawdzana, a wszędzie tam, gdzie do publikacji nie udało się dotrzeć, jest to napisane wprost. Gdzie korzystaliśmy z cudzego streszczenia zamiast z oryginału — też to zaznaczamy.
Mimo to zakładamy, że błędy w tym tekście są. Przy tej objętości materiału i tylu językach to pewne. Bardzo prosimy o ich zgłaszanie — każde sprostowanie, uzupełnienie albo wskazanie publikacji, do której nie dotarliśmy, poprawia ten dokument dla wszystkich, którzy z niego korzystają. Nie traktujemy tego jako krytyki, tylko jako współpracę.
§0Jak czytać tę ściągę
Do czego służy. Do szybkiego sprawdzenia, czy kolor, który chcesz założyć, da się obronić — i jak mocno. Nie jest to instrukcja barwienia ani katalog receptur. Zakres: VI–XI w., oś ziemie polskie + Dania, Norwegia, Szwecja; Anglia, Irlandia, Finlandia i Grenlandia pojawiają się jako materiał porównawczy, bo stamtąd pochodzi większość analiz.
Pięć poziomów pewności — używamy ich konsekwentnie
Uwaga do poziomu A. „A" znaczy: wykryto związek. Nazwa rośliny należy się tylko wtedy, gdy rozstrzygają ją markery — a to zdarza się rzadko: luteolina nie wskazuje rezedy, indygotyna nie wskazuje urzetu. Wszędzie, gdzie w tabelach pada nazwa gatunku, sprawdź, czy stoi za nią marker, czy tylko botaniczne prawdopodobieństwo.
Osobno oznaczamy R — wynik zreferowany w pracy, która używała chromatografii, ale bez opublikowanych danych dla tej konkretnej próbki. Mocna poszlaka, nie to samo co wynik. niż A.)
Różnica między A i B nie jest formalnością. Analizy z Birki pochodzą z 1938 r. i wykonał je inżynier z laboratorium badawczego szwedzkich kolei państwowych metodą gorącej ekstrakcji fenolem.[3] Twierdził przy tym, że odróżnia urzet od indygo po „charakterze" zabarwienia roztworu — co jest chemicznie niemożliwe, bo oba dają tę samą indygotynę. Cytowanie Birki jako dowodu na „urzet i rezedę" to najczęstszy błąd w literaturze rekonstruktorskiej.
Cztery rzeczy, o których trzeba wiedzieć, zanim spojrzysz na tabelę
1. Analiza mówi, jaka klasa barwnika — nie jaki odcień. Zespół z projektu Fashioning the Viking Age ujmuje to wprost: obecne metody HPLC „dają informację wyłącznie o chemii barwników, ale nie o ich dokładnych niuansach".[4] Nikt nie odzyskał odcienia z grobu.
2. Brak wykrycia to nie brak barwienia. Na tkaninach z Gokstad próbka S2 nie dała żadnego sygnału w HPLC-DAD — dopiero spektrometria mas znalazła w niej marzannę.[5] Każde zdanie „ta tkanina była niebarwiona" należy czytać jako „w pobranej próbce nie wykryto barwnika".
3. Materiał jest skrzywiony ku elitom. Prawie wszystko, co przebadano, pochodzi z bogatych grobów komorowych i z torfowisk. Ulla Mannering pisze o dotychczasowych wynikach, że są „przede wszystkim z kontekstów wysokiego statusu" i były „od dawna używane do generalizowania" o wyglądzie Skandynawów.[6]
4. Kolor bywa wtórny. Agnes Geijer ostrzegała już w 1938 r., że niebieskozielony ton fragmentów z Birki bywa grynszpanem z leżącej obok brązowej zapinki, a „badanie mikrochemiczne niestety nie może rozstrzygnąć, co jest pierwotne, a co wtórne".[3] Indygotyna dodatkowo wędruje w grobie między tkaninami.[7]
§1Stan dowodów — ile tego naprawdę jest
Zanim paleta: skala materiału. To jest liczba, której brakuje w większości poradników, a która decyduje o tym, jak mocno wolno mówić.
Cała twarda baza dla ziem polskich: dwa oznaczenia
Z wczesnośredniowiecznych ziem polskich znamy dwa opublikowane, chemiczne oznaczenia barwników. Pierwsze dotyczy importowanych krajek jedwabnych z Pnia i Gródka, datowanych radiowęglowo na X–XII w.[1] Drugie — dla rekonstruktora ważniejsze, bo na miejscowej wełnie — pochodzi z domniemanej świątyni pogańskiej na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, datowanej dendrochronologicznie na lata 30. XI w.; tam wynik pozytywny jest jeden na dwanaście prób.[23]
To jest wszystko. Każde zdanie o kolorach słowiańskiego stroju, które wychodzi poza te dwa oznaczenia — łącznie z każdym zdaniem w tym dokumencie — jest wnioskowaniem przez analogię z materiału skandynawskiego, ruskiego, bałtyjskiego albo wyspiarskiego. To nie dyskwalifikuje takiego wnioskowania: przy tej wielkości próby nie ma innej drogi. Wymaga tylko dwóch rzeczy — żeby nazywać je po imieniu i żeby za każdym razem było widać, skąd analogia pochodzi. Stąd konstrukcja całej ściągi: przy każdym wierszu tabeli stoi region, metoda i datowanie.
Trzy mity, które ta kwerenda rozbiła
„Kolorowe tkaniny z Oseberga". Nie znaleźliśmy żadnej opublikowanej identyfikacji barwnika z Oseberga wykonanej metodą chromatograficzną (starsze oznaczenia, jeśli istnieją, są sprzed ery HPLC i mają wady opisane niżej przy Birce). Jedyna próbka pobrana do HPLC (z motywu „toporo-koniczynki" na jedwabiu samitowym) nie dała wyniku.[10] Muzeum Epoki Wikingów w Oslo podpisuje własną rekonstrukcję rysunkową tkaniny osebergskiej jednoznacznie: „The colours are fictional".[11] Barwne wizualizacje osebergskich tapiserii to interpretacja plastyczna, nie analiza.
„Wikingowie lubili niebieski". To uogólnienie z kilku analiz z lat 80. Zespół duński po przebadaniu Bjerringhøj i Hvilehøj pisze wprost, że dominacja żółci w tym materiale to „bardzo interesujące nowe odkrycie, jako że dotąd zakładano, iż zwłaszcza barwy niebieska i czerwona były preferowane w epoce wikingów".[4]
„Barwione lny z Birki". Geijer zapisała, że lniane suknie z zapinek skorupowych były „z reguły jednobarwne, białe albo naturalne", ale „niektóre egzemplarze były wyraźnie zabarwione na niebiesko" — to obserwacja wzrokowa. Aneks mikrochemiczny tego samego tomu badał próbki lnu wyłącznie pod kątem identyfikacji włókna i przy próbce FH 5 notuje: „jakiegokolwiek zabarwienia — poza wywołanym przez ziemię — nie da się rozpoznać".[3] Poza jednym przypadkiem z Gniezdowa (niżej) nie znaleźliśmy potwierdzenia barwnika na wczesnośredniowiecznym lnie.
§2Tabela 1 — WEŁNA
Jeden wiersz = jedna klasa barwnika. Próbki z zieloną obwódką to przeliczenie opublikowanego pomiaru (CIELAB lub kod NCS z eksperymentu barwiarskiego); próbki bez obwódki są poglądowe — rysunkiem, nie danymi. Szczegóły metody na końcu dokumentu.
| Kolor | Barwnik | Region i pewność | Wartość | Pospolitość |
|---|---|---|---|---|
biała#EDE4CF
kremowa#C9BCA4
szara#9A938A
brązowa#6E5644
czarna#332D28
próbki poglądowe |
Brak barwienia — naturalna pigmentacja runa. Owce dawały wełnę białą, kremową, szarą, brunatną i czarną. Wzór uzyskiwano zestawiając dwa odcienie runa, nie barwnikiem. | BAZA Wszędzie. Klasyczny przykład — ubrania z Herjolfsnes na nordyckiej Grenlandii, w zasadzie niebarwione, z deseniem z kontrastu naturalnych run — pochodzi jednak z XIII–XV w., czyli już po naszym okresie; traktujmy go jako ilustrację możliwości, nie jako dowód dla X w. W Snartemo V „czerwona" osnowa okazała się wyblakłym naturalnym pigmentem, a „żółta" — niebarwioną białą wełną.[7] | zerowy koszt dodatkowy Punkt wyjścia, do którego dopłaca się za barwienie. | Najczęstsze. Mannering: pigmentacja wełny to metoda „tak stara jak technologia tkacka w Danii", a w epoce wikingów jej użycie wręcz rośnie.[6] |
błękit zgaszonyNCS S 5020-B
błękit głębokiNCS S 7020-B
granat/czerń#16222E
szarozielonyNCS S 5005-B80G
fiolet z kadziNCS S 6010-R50B
1 kąpiel#AEC9DB
2–3 kąpiele#4A7FA5
wiele kąpieli#1B3A5C
pierwsze pięć — kody NCS z eksperymentu z kadzią urzetową[13]; pozostałe poglądowe, pokazują pogłębianie barwy kolejnymi kąpielami |
Indygotyna — urzet barwierski (Isatis tinctoria). Barwnik kadziowy: redukcja w zasadowej, fermentującej kąpieli, kolor powstaje dopiero przy utlenianiu na powietrzu. Odcień zależy od liczby zanurzeń, nie od zaprawy. Uwaga: kadź urzetowa sama z siebie potrafi dać też tony szarozielone, mięciste i fioletowe — bo obok indygotyny działają indyrubina i flawonoidy z liścia.[13] To wyniki eksperymentu, nie opis rutynowej praktyki. | A Dania (Bjerringhøj, Hvilehøj, Hedeby 2023).[9] A Estonia — Raatvere i Pudivere, XI w.[25] A Ruś — Gniezdowo, lata 970., na lnie.[24] B Birka, Norwegia.[3][15] A ziemie polskie — Wrocław, lata 30. XI w.: indygotyna wykryta HPLC-DAD w jednej z dwunastu prób pobranych z sześciu tkanin wełnianych ze świątyni na Ostrowie Tumskim.[23] (Na jedwabnych krajkach z Pnia i Gródka indygotyny nie wykryto — ale to import i inny rodzaj zabytku.[1]) I tu robi się ciekawie. Sama indygotyna nie odróżnia urzetu od indygowca tropikalnego — dlatego słowo kluczowe duńskiej publikacji z 2023 r. brzmi dosłownie „woad or indigo".[9][13] Ale w czterech próbkach estońskich z XI w. obok indygotyny, izatyny i indyrubiny wykryto flawonoid urzetu — widmo zgodne ze wzorcem urzetu, a więc pierwszy w tej strefie sygnał wskazujący roślinę, nie tylko klasę związku. Nie jest to oznaczenie gatunku spektrometrią mas i tak trzeba to podawać.[25] To najbliższe nam geograficznie miejsce, w którym „to był urzet" przestaje być wnioskowaniem z botaniki, a staje się wynikiem analizy. Autorzy dodają, że urzet był tam prawdopodobnie barwnikiem importowanym — dziś rośnie dziko na wybrzeżach Estonii i Finlandii, ale nie jest gatunkiem rodzimym.[25] Metoda: UHPLC-PDA, bez spektrometrii mas na próbkach archeologicznych — dopasowanie do wzorców, nie potwierdzenie masowe. |
zależny od głębi Jasny, przymglony błękit — tani. Granat to wielokrotne kadziowanie: dużo barwnika, dużo czasu, wysokie ryzyko zepsucia kadzi. W literaturze staronordyckiej odzież niebieska i czarna funkcjonuje jako prestiżowa (Vajanto za Straubhaar 2005 — cytat z drugiej ręki).[14] | Najczęściej wykrywany barwnik w Skandynawii. 21 z 27 identyfikacji na wełnie.[8] Walton: w kiprach rombowych typu Birka „barwnik był tak gęsty, że sprawiał wrażenie niemal czarnego".[15] Błękit nieba to raczej nie jest pierwotny odcień tych znalezisk.[14] |
ałun#7C2C2B
widłak#8E3731
bez zaprawy#783B2D
+ocet#7F362B
+ług#5F2B35
+żelazo (po)#533A32
+żelazo (przed)#2F302F
bez zaprawy#B5566B
ceglasty#BF5B30
przytulia#CE8B85
siedem pierwszych — przeliczone z pomiarów CIELAB, 17 wariantów[16] (pełna tabela niżej); trzy ostatnie poglądowe |
Czerwienie antrachinonowe. Marzanna barwierska (Rubia tinctorum) — roślina uprawna, nierodzima w naszej strefie, czyli towar. Przytulie (Galium verum, G. boreale, G. album) — rodzime, rosną same, dają ten sam typ barwnika, ale z przewagą purpuryny nad alizaryną. | A Norwegia — Gokstad, wszystkie 4 próbki, markery typu marzanny.[5] A Dania — marzanna jako główne źródło czerwieni.[9] A ziemie polskie — ślady alizaryny na krajce z Pnia/Gródka.[1] A Ruś — Gniezdowo, lata 970.: marzanna na trzech jedwabiach, z podanymi proporcjami alizaryny do purpuryny (74/24, 78/19, 53/36).[24] Przytulie: A Finlandia — jeden obiekt, Luistari, pocz. XI w.[14], C u nas. Regionalna różnica jest wyraźna: w zestawieniu Walton Rogers marzanna dominuje w Anglii (23 z 38), ale w Skandynawii to tylko 3 z 27 identyfikacji.[8] |
zależny od regionu Marzanna = import lub uprawa; w akcie targowym dla St. Denis z początku VIII w. wymieniana wśród towarów, po które przypływa się zza morza.[3] Przytulie — darmowe, ale słabsze i bledsze. | Drugi pod względem częstości. W Polsce jedyny potwierdzony barwnik roślinny — i to na jedwabnej krajce, razem z żółtym flawonoidem.[1] |
słaba żółć#E8D79A
żółć z zaprawą#C9A63C
mosiężna#9A8A3A
+żelazo → oliwka#5E5B31
próbki poglądowe — brak opublikowanych pomiarów |
Żółcie flawonoidowe — luteolina. Chromatogram pokazuje związek, nie roślinę, i nazwa gatunkowa jest tu zawsze domysłem. Luteolinę dają, w kolejności alfabetycznej i bez żadnego pierwszeństwa: janowiec barwierski (Genista tinctoria), krwawnik, mniszek, rezeda żółtawa / barwierska (Reseda luteola), rumian żółty (Anthemis tinctoria), sierpik barwierski (Serratula tinctoria) i kilkanaście innych pospolitych roślin.[7] Rozdzielenie rezedy od janowca wymaga spektrometrii mas i markerów typu chryzoeriol/izoprunetyna — w materiale skandynawskim epoki wikingów tego nie zrobiono. | A Dania — „pierwszy dowód żółtej luteoliny […] w przebadanych tkaninach epoki wikingów".[9] A ziemie polskie — glukuronid luteoliny na krajce.[1] B Birka (1938, oznaczenie gatunku niewiarygodne).[3] Archeobotanika Yorku: janowiec barwierski w 189 kontekstach, rezeda tylko w 22 — a rezeda „jest płodnym producentem nasion i gatunkiem, który może występować naturalnie jako chwast, więc jej obecność nie musi nic znaczyć".[2] |
tani Rośliny pospolite lub łatwe w uprawie; wymagają zaprawy, więc koszt to głównie ałun/widłak i praca. | Prawdopodobnie znacznie częstsza, niż widać. Flawonoidy rozkładają się w ziemi szybciej niż antrachinony — fińscy badacze piszą wprost, że zachowanie się cząsteczek flawonów w tamtejszym materiale jest „bardzo wyjątkowe".[17] To właśnie żółcie mogą być jedną z największych ofiar skrzywienia zachowawczego. |
zieleń z kadziNCS S 5020-G70Y
oliwkowa#5B6B3A
butelkowa#33482C
pierwsza z kodu NCS[13], pozostałe poglądowe |
Zieleń. Osobnego, trwałego „barwnika zielonego" nie było. Dwie drogi: (1) nakładanie — błękit indygoidowy plus żółć flawonoidowa na tej samej przędzy; (2) sama kadź urzetowa — przy wyższym udziale flawonoidów z liścia wychodzi zieleń bez drugiego barwienia.[13] Drugiej drogi w poradnikach zwykle nie ma, a jest udokumentowana eksperymentalnie. Ale uwaga na proporcje: to dowód możliwości technologicznej, nie świadectwo, że tak robiono często ani celowo. Zieleń z kadzi jest trudna do kontrolowania i bliższa efektowi ubocznemu; nasycona, powtarzalna zieleń wymagała nakładania dwóch barwników i tak należy ją rekonstruować. | B Birka — próbka W 22 z grobu 837: po wyciągnięciu błękitu fenolem „wełna okazała się złocista", a żółć przypisano rezedzie.[3] To najlepszy udokumentowany przypadek zieleni z nałożenia w regionie — ale to mikrochemia z 1938 r., nigdy nie powtórzona chromatograficznie. C Snartemo V — tunika najpewniej zielona, indygotyna plus nieznana żółć.[7] Datowanie: przełom V i VI w., czyli okres wędrówek ludów. Podajemy to jako świadectwo, że technika była znana przed naszym okresem, nie jako dowód dla VIII–XI w. Głównym argumentem dla zieleni pozostaje Birka W 22 — a i ona jest mikrochemią z 1938 r. |
wyższy niż pojedynczy kolor Dwa barwienia = dwa razy praca i barwnik. Zieleń uzyskana przy okazji pracy kadzi nie wymaga osobnego barwienia żółtym, ale jest trudna do kontrolowania. | Rzadsza niż błękit i żółć osobno, ale realna. Uwaga: zieleń w materiale archeologicznym rozpoznaje się po dwóch klasach związków na jednej przędzy, więc jest szczególnie trudna do wykrycia. |
róż#D79FB6
fuksja#A8446F
purpura#7A3357
próbki poglądowe — brak pomiarów |
Purpura porostowa (orcyna / orchil). Porosty (Ochrolechia tartarea, Umbilicaria, Lasallia pustulata) moczone tygodniami w amoniaku (mocz), z dostępem powietrza — bezbarwne prekursory przechodzą w barwne orceiny. Uwaga: to nie jest barwnik kadziowy. Fermentacja to etap wytwarzania barwnika, nie nakładania go; gotowy ług jest intensywnie purpurowy, a wełna wychodzi z niego od razu zabarwiona. Orceiny wiążą się z białkiem wprost, bez zaprawy metalowej — i są wskaźnikiem pH: w kąpieli kwaśnej dają czerwienie i róże, w zasadowej fiolety i sine purpury. Tym reguluje się odcień. To też nie to samo co gotowanie porostów (Parmelia saxatilis, „crottle"), które daje rude brązy, a nie purpurę.[14] | B Dania — Fløjstrup, epoka wikingów.[15] B jedwabie z Mammen: purpura porostowa w 3 z 4 przebadanych.[8] C Estonia — w tych samych próbkach z XI w., w których jest urzet, widma pokazują dodatkowe piki, opisane przez autorów jako „prawdopodobne barwniki porostowe"; wprost piszą, że „nie da się obecnie dopasować tych widm do znanych wzorców", a rodzaj (Lasallia pustulata) podają jako możliwość. Całość czytają jako prawdopodobne dążenie do jak najciemniejszego odcienia.[25] To hipoteza interpretacyjna, nie oznaczenie. D ziemie polskie — brak poszlak; porosty o wysokiej wydajności barwiarskiej to specjalność wybrzeży oceanicznych i strefy borealnej, nie wnętrza kontynentu. Ostrzeżenie: wszystkie te oznaczenia pochodzą sprzed ery HPLC. Ponowna analiza tego samego materiału z Bjerringhøj w 2023 r. w dostępnej części publikacji w ogóle nie wspomina porostów.[9] Najmocniejsza purpura porostowa w świecie wikińskim to nie Skandynawia, tylko Dublin (13 z 18 identyfikacji) i Grenlandia.[8] |
„purpura ubogich" Surowiec darmowy tam, gdzie porosty rosną — płaci się kilkoma tygodniami fermentacji. Kadź moczowa osłabia przędzę, więc barwiono raczej wątek niż osnowę.[14] | Niszowa w Skandynawii, dominująca w Dublinie. Blaknie szybko w słońcu — to strój od święta, nie roboczy.[14] |
płowy#A9784B
rudy (crottle)#8A5A34
brąz#6B5138
próbki poglądowe |
Garbniki — brązy i rudości. Kora dębu, olszy i brzozy, galasówki dębowe, korzeń pięciornika (Potentilla erecta), gotowane porosty. Wiążą się z włóknem same, bez zaprawy metalowej. Vajanto traktuje fermentację garbników jako odrębną metodę barwienia, obok kadziowej i zaprawowej. Uwaga nazewnicza: Vajanto zalicza do tej samej metody także korę kruszyny (Frangula alnus, dawniej Rhamnus frangula), choć jej barwniki to antrachinony (emodyna, frangulina), nie garbniki — kruszyna wymaga zaprawy i daje żółcie, pomarańcze i rdze, a nie garbnikowy brąz. Nie wrzucaj jej do jednego worka z korą dębową.[14] | A Dania — elagotaniny na nici haftu z Bjerringhøj (mały motyw maski).[9] A Finlandia.[14] C ziemie polskie — dąb, olsza, brzoza i kruszyna wszędzie, brak analiz. | tani Odpad z garbowania skór i z opału. Surowiec praktycznie darmowy w całej strefie leśnej. | Prawdopodobnie bardzo częste dla barw roboczych — ale trudne do odróżnienia od naturalnego brązu runa i od zabrudzenia gruntowego, więc archeologicznie niedoszacowane. |
czerwień+żelazo#373330
żelazo mocne#2F302F
czarne runo#332D28
granat-czerń#16222E
dwie pierwsze z pomiaru CIELAB[16] |
Czerń — trzy różne drogi, nie jedna. (1) Garbnik + żelazo — mechanizm pokrewny temu, na którym opiera się atrament żelazowo-galusowy (jony żelaza kompleksujące polifenole), choć to nie jest ten sam układ chemiczny; uwaga, żelazo z czasem niszczy włókno wełny.[14] (2) Naturalnie czarne runo — najprostsze i pewnie najczęstsze. (3) Bardzo gęsty urzet — granatowa czerń najlepszych tkanin.[15] | C Garbnik+żelazo: chemia pewna, znalezisko — słabe. Najbliższe to Nowogród, gdzie już w 1963 r. Nahlik zlecił analizę barwników 14 tkanin: trzy dały kwas elagowy (garbnik), w tym jedna czarna — „kwas elagowy na zaprawie żelazowej".[26] Problem w tym, że Tabela 10 Nahlika nie podaje warstw, a dwie jedyne datowane w tekście próbki to XIII w. — więc nie wiadomo, ile z tych oznaczeń w ogóle mieści się w naszym okresie. Geijer przy wełnie z grobu 750 w Birce pisze ostrożnie: „wygląda to tak, jakby szereg czerwonych włosów zabarwiono na czarno korą dębową i jakąś solą żelaza".[3] To wrażenie, nie identyfikacja. | tani Ruda darniowa, rdza i kora — wszędzie. Ale głęboka, równa czerń to już sztuka. | Częsta — z zastrzeżeniem. Trzeba rozróżniać „czarny bo czarna owca" od „czarny bo barwiony". Rekonstrukcyjnie to pierwsze jest łatwiejsze do obrony. |
kermes#9E2233
czerwiec#A62F49
próbki poglądowe |
Czerwienie owadzie. Kermes (Kermes vermilio, czerwiec dębowy, marker: kwas kermesowy) i czerwce z rodzaju Porphyrophora — w tym czerwiec polski (P. polonica, marker: kwas karminowy plus O-heksozyd kwasu flawokermesowego).[18] | A Dania — kermes i „europejskie czerwce" w Bjerringhøj/Hvilehøj; ta sama autorka nazywa je w innym miejscu wprost czerwcem polskim.[9][6] A ziemie polskie — kwas kermesowy na trzech z sześciu ekstraktów z Pnia i Gródka, bez wykrywalnego kwasu karminowego, czyli kermes, nie czerwiec.[1] B Norwegia, okres wędrówek ludów: Veien — czerwiec polski.[15] | luksus Import na daleką odległość albo ogromna pracochłonność zbioru owadów. Nie podajemy liczby „owadów na kilogram" — w literaturze recenzowanej takiej liczby nie znaleźliśmy, a krążące w internecie wartości są niesprawdzalne. | Rzadkie i prawie wyłącznie na jedwabiu. W Pniu i Gródku to importowane krajki jedwabne ze srebrną nicią — czyli czerwień owadzia mówi nam o handlu dalekosiężnym, nie o stroju codziennym. |
Czerwiec polski — co wolno, a czego nie wolno powiedzieć
To najbardziej kuszący i najbardziej ryzykowny temat dla polskiego rekonstruktora, więc rozłóżmy go na części.
Co jest mocnym dowodem: owad występował u nas biologicznie; w duńskich grobach z X w. oznaczono „europejskie czerwce", a Ulla Mannering nazywa je czerwcem polskim[9][6]; Donkin sugerował, że vermiculo z kapitularzy Karola Wielkiego to właśnie ten barwnik, a w XII–XIII w. podlegał on dziesięcinie w Europie Środkowej i Wschodniej.[15]
Co jest poszlaką, a nie dowodem: Penelope Walton oznaczyła czerwca polskiego na tkaninie z Veien w Norwegii (późny okres rzymski / wędrówki ludów) — ale metodą z 1988 r.: spektrofotometria, rozpuszczalność w eterze i chromatografia bibułowa. Sama pisze ostrożnie: „mamy niewielkie doświadczenie z chromatografią czerwieni owadzich […] wydaje się jednak bezpieczne zidentyfikować próbkę z Veien jako czerwca polskiego", a w bliźniackiej próbce z Evebø/Eide nie rozstrzyga między kermesem a czerwcem.[15]
Co jest słabe: najstarszy polski opis pozyskiwania czerwca to Miechowita, 1521 r. (sama dziesięcina z XII–XIII w. jest świadectwem obrotu, nie opisem polskiego barwiarstwa); wielki handel eksportowy to XV–XVI w. Markery pozwalające odróżnić czerwca polskiego od amerykańskiej koszenili opublikowano dopiero w 2016 r., a zastosowano je do tkanin z XVII–XIX w.[18] Nie istnieje ani jedno chemiczne oznaczenie czerwca polskiego na wczesnośredniowiecznej tkaninie z ziem polskich — a w jedynym przebadanym polskim zespole kwas karminowy został wprost wykluczony.[1]
Zastrzeżenie w drugą stronę. Brak czerwca na miejscowej wełnie z ziem polskich nie jest argumentem przeciw jego używaniu — bo wełny z tego okresu prawie nie mamy w stanie nadającym się do analizy barwników (patrz §5a o mineralizacji). Z dwóch polskich zespołów jeden to importowany jedwab, drugi to sześć tkanin wełnianych z Wrocławia, z których jedenaście prób na dwanaście nie dało nic. Przy takiej próbie nieobecność owada niczego nie dowodzi w żadną stronę.
Wniosek praktyczny: „czerwiec polski był używany w epoce wczesnego średniowiecza" to teza obronna (mamy go w duńskich grobach z X w., mamy poszlakę u Karola Wielkiego, mamy ostrożne oznaczenie z Veien), ale „Słowianie barwili nim swoje stroje" to już nadinterpretacja. Jeśli ktoś powołuje się na „eksport od wczesnego średniowiecza", niech poda źródło — najczęściej jest to bezprzypisowy wpis na blogu.
Tabela 1a — czerwień z marzanny: 17 zmierzonych wariantów
To jedyny znany nam opublikowany zestaw pomiarów kolorymetrycznych dla barwnika istotnego dla wczesnego średniowiecza: marzanna na wełnie szetlandzkiej, w wodzie demineralizowanej, 17 zapraw i dodatków, pomiar CIELAB, odporność na światło w skali Blue Wool (1 = fatalna, 8 = doskonała).[16] Kody HEX/CMYK poniżej to nasze przeliczenie tych pomiarów (D65, sRGB) — nie wartości podane przez autorkę. Ta tabela rozwala kilka utartych przekonań o marzannie.
| Próbka | Zaprawa / dodatek | Kiedy | L* | a* | b* | HEX (przeliczony) | CMYK | Światłotrwałość |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 3 | Ałun mineralny | przed | 30,00 | 34,50 | 18,75 | #7C2C2B | 0/65/65/51 | 5 |
| 1 | Widłak (glin roślinny) | przed | 35,51 | 36,60 | 22,75 | #8E3731 | 0/61/65/44 | 4 |
| 2 | Skrzyp polny | przed | 34,00 | 30,00 | 20,75 | #823A31 | 0/55/62/49 | 3 |
| 17 | Bez dodatków (próba kontrolna) | — | 32,50 | 25,50 | 20,75 | #783B2D | 0/51/62/53 | 3 |
| 16 | Ocet jabłkowy (pH kwaśne) | po | 32,50 | 30,45 | 22,49 | #7F362B | 0/57/66/50 | 4 |
| 11 | Galasówki dębowe | przed | 32,20 | 25,00 | 19,50 | #773B2E | 0/50/61/53 | 3 |
| 9 | Ług z popiołu drzewnego (pH ~10) | w trakcie | 25,00 | 25,00 | 4,80 | #5F2B35 | 0/55/44/63 | 4 |
| 10 | Ług z popiołu | po | 27,00 | 26,50 | 8,20 | #672E34 | 0/55/50/60 | 4 |
| 12 | Amoniak (pH ~8,5) | po | 28,60 | 25,40 | 12,80 | #6C3231 | 0/54/55/58 | 4 |
| 5 | Woda z hartowania (kuźnia) | przed | 31,33 | 28,00 | 17,40 | #773630 | 0/55/60/53 | 4 |
| 6 | Woda z hartowania | po | 33,50 | 31,00 | 19,30 | #813832 | 0/57/61/49 | 4 |
| 8 | Woda żelazowa (żelazo + ocet) | po | 27,00 | 10,00 | 9,50 | #533A32 | 0/30/40/67 | 4 |
| 4 | Siarczan żelaza | przed | 21,60 | 1,10 | 2,50 | #373330 | 0/7/13/78 | 5 |
| 7 | Woda żelazowa (żelazo + ocet) | przed | 19,80 | −0,80 | 0,79 | #2F302F | 2/0/2/81 | 5 |
| 13 | Woda z otrąb, świeża | w trakcie | 35,90 | 28,50 | 22,00 | #864033 | 0/52/62/47 | 3 |
| 14 | Woda z otrąb, 7 dni | przed | 29,50 | 25,50 | 17,30 | #6F342C | 0/53/60/56 | 3 |
| 15 | Woda z otrąb, 21 dni | przed | 35,00 | 31,30 | 21,50 | #863B32 | 0/56/63/47 | 4 |
Cztery wnioski z tej tabeli, które kłócą się z popularnym wyobrażeniem
1. W tym eksperymencie marzanna wyszła ciemna i ceglasta. Najjaśniejsze próbki mają L* ≈ 35–36 — w przeliczeniu #8E3731 (widłak) i #864033 (woda z otrąb), a nie szkarłat z obrazków. Ale uwaga, i to jest ważne: barwiono w wodzie demineralizowanej, przy jednym stosunku barwnika do włókna i jednej kąpieli. To są dokładnie warunki, w których marzanna wychodzi najbardziej zgaszona. Jaśniejsze i czystsze czerwienie uzyskuje się na wodzie twardej (wapń), przy większej ilości barwnika i powtarzanych kąpielach. Z tego pomiaru nie wolno wyprowadzić granicy odcienia dla marzanny w ogóle — wolno wyprowadzić ostrzeżenie, że czerwień z marzanny bywa dużo ciemniejsza, niż podpowiada wyobraźnia.
2. Ałun nie jest warunkiem czerwieni — jest warunkiem trwałości. Bez żadnego dodatku też wychodzi czerwień, tylko mniej nasycona (a* 25,5 wobec 34,5; różnica ΔE ≈ 9,6 — na wełnie widoczna z dwóch metrów), za to w skali Blue Wool 3 zamiast 5. W tym eksperymencie tylko ałun mineralny i sole żelaza wyraźnie poprawiły światłotrwałość; widłak dał 4, a skrzyp, galasówki i woda z otrąb — 3, czyli tyle co brak zaprawy. Mierzono wyłącznie odporność na światło; odporności na pranie i pot nikt tu nie badał.
3. „Żelazny kocioł przyciemnia kolor" — to nie zostało wykazane. Jedyny wariant zbliżony do przypadkowego kontaktu z żelazem, czyli woda z hartowania z kuźni, nie przyciemnił koloru — zadziałał odwrotnie: podniósł a* z 25,5 do 28,0–31,0 i światłotrwałość z 3 na 4, czyli dał czerwień odrobinę czystszą i trwalszą (ΔE wobec kontroli 4,3–5,8 — widoczne, ale nie w stronę czerni). Autorka pisze wprost, że „żelazo w wodzie hartowniczej nie zmieniło odcienia w istotny sposób, a próbki wyszły ceglastoczerwone".[16] Dramatyczne czernie dają dopiero stężone sole żelaza podane przed barwieniem. Nikt nie przeprowadził opublikowanego eksperymentu barwienia w prawdziwym żelaznym kotle.
4. Dlaczego mimo wszystko podajemy kody HEX — i dlaczego to nie jest „iluzja precyzji". Zarzut, który pada tu najczęściej, brzmi: konwersja CIELAB na HEX tworzy fałszywe wrażenie, że istnieje „wzorzec metra" dla koloru. Rozumiemy go, ale się z nim nie zgadzamy, i to z jednego powodu: alternatywą nie jest brak kodów, tylko kody zmyślone. Każda ściąga rekonstruktorska podaje jakieś próbki; pytanie brzmi tylko, czy da się je dowiązać do pomiaru. Te da się — są przeliczeniem opublikowanych wartości CIELAB, wzorem, który każdy może powtórzyć. Nie są rekonstrukcją koloru historycznego i nigdzie tak ich nie nazywamy: to wygląd świeżo ufarbowanej współczesnej wełny szetlandzkiej w wodzie demineralizowanej, z podanym źródłem. Woda twarda, inna owca i tysiąc lat w ziemi przesuną każdy z tych odcieni — dlatego próbki „z pomiaru" mają zieloną obwódkę, a nie pieczątkę.
5. Uczciwa uwaga o samej tabeli. Autorka opisuje próbki 4 i 7 słownie jako „ciemnobrązowofioletową" i „fioletowoczarną", ale zmierzone a*/b* są praktycznie neutralne (a* = 1,10 i −0,80) — z pomiaru wychodzą ciemne szarości, nie fiolety. Podajemy przeliczenie pomiaru, bo liczba jest sprawdzalna, a opis słowny nie. Pomiaru dokonano prostym kolorymetrem konsumenckim na świeżo ufarbowanej współczesnej wełnie — to wiarygodna rekonstrukcja wyglądu nowej tkaniny, a nie pomiar czegokolwiek archeologicznego.
§3Tabela 2 — LEN (i inne włókna roślinne)
Ta tabela jest krótka nie dlatego, że pominęliśmy materiał, tylko dlatego, że materiału nie ma. Z całej Europy Północnej i Wschodniej znamy jedno wczesnośredniowieczne płótno opisane jako barwione w opracowaniu, które stosowało chromatografię — niebieską suknię z Gniezdowa (lata 970.) — ale bez opublikowanych danych dla tej właśnie próbki.[24] Poza nim len jest albo naturalny, albo bielony, albo „niebieski wg oka badacza". Vajanto ujmuje to od strony praktyki: włókna roślinne „są trudniejsze do zabarwienia barwnikami naturalnymi", co sugeruje, że koszule, całuny i nakrycia z lnu, konopi i pokrzywy „były używane jako białe".[14] Walton Rogers opisuje len w Yorku jako coś, co się bieli, a nie barwi: gotowano go w ługu z popiołu drzewnego, płukano i rozkładano na słońcu.[2]
| Kolor | Barwnik | Pewność | Wartość | Pospolitość |
|---|---|---|---|---|
len surowy#BFB393
częściowo bielony#DCD2B8
bielony#F0EADA
próbki poglądowe |
Brak barwienia / bielenie. Surowy len jest szarobeżowy; wielokrotne gotowanie w ługu, płukanie i eksponowanie na słońcu rozjaśnia go do kremowej bieli. Bielenie to proces, nie stan — im bielszy len, tym więcej pracy w niego włożono. | A Wszędzie, cały okres. To domyślny i praktycznie jedyny dobrze udokumentowany stan lnu.[3][8][9] | koszt = czas Surowce zerowe, ale bardzo biały len to tygodnie zabiegów — czyli sam w sobie sygnał zamożności. | Domyślny. Jeśli robisz koszulę i nie masz mocnego powodu — rób naturalną lub bieloną. |
bladoniebieski#8FA7B8
niebieski#4F6D80
próbki poglądowe |
Urzet / indygotyna. Jako barwnik kadziowy nie potrzebuje jonu metalu jako łącznika, więc jest jedyną klasą barwników, która na celulozie działa naprawdę dobrze. Na lnie potrzeba jednak więcej zanurzeń niż na wełnie dla tej samej głębi. | R Gniezdowo, Ruś, lata 970. — suknia lniana z niebarwionej grubej i barwionej cienkiej tkaniny; cienką opisano jako barwioną indygotyną, barwnikiem kadziowym.[24] Dlaczego R, a nie A: praca używa HPLC i dla czerwonych jedwabi podaje procenty alizaryny i purpuryny, ale dla tego lnu nie publikuje żadnych danych liczbowych ani chromatogramu. Nie wiemy więc, czy stoi za tym analiza tej próbki, czy rozpoznanie „niebieski = barwnik kadziowy". To najmocniejsza poszlaka, jaką mamy dla barwionego lnu — i nadal poszlaka. B Birka — „niektóre egzemplarze były wyraźnie zabarwione na niebiesko", Geijer 1938; to obserwacja wzrokowa, a aneks chemiczny tego samego tomu nie stwierdził barwnika na żadnej próbce lnu.[3] Podobnie Psków, grób komorowy X w.: „cienkie niebieskie płótno" — opis wzrokowy, w całym opracowaniu słowo „dye" nie pada ani razu.[27] Ciekawostka wzmacniająca: część fragmentów tej samej cienkiej tkaniny niebieska już nie jest, co autorzy tłumaczą wypłowieniem barwnika.[24] Czyli w jednym zabytku mamy i barwę, i jej zanik. |
umiarkowany Sam urzet niedrogi, ale głęboki błękit na lnie to dużo kadziowania. W Gniezdowie niebieska była cieńsza, lepsza tkanina, a gruba i gorsza została niebarwiona — to wygląda na świadomą hierarchię, nie przypadek.[24] | Realny i potwierdzony. Jedyny kolorowy len, którego da się bronić bez wielkiego wysiłku — i jedyny, dla którego mamy coś więcej niż oko badacza. |
beż garbnikowy#B5A182
+żelazo → szary#6E6357
próbki poglądowe |
Garbniki (kora, galasówki) i garbnik + żelazo. Taniny wiążą się z celulozą bez pośrednictwa metalu, więc technicznie są drugą klasą działającą na lnie. Dają jednak tony przygaszone, nie nasycone. | D Technicznie pewne, archeologicznie — brak potwierdzeń dla lnu w tym okresie i regionie. | tani Surowiec odpadowy. | Możliwe, nieudokumentowane. Do obrony jako „prawdopodobne", nie jako „poświadczone". |
wypłukana żółć#E6D6B0
blady róż#DCB3B0
próbki poglądowe |
Barwniki zaprawowe (marzanna, żółcie flawonoidowe) na lnie. Działają słabo: celuloza ma znacznie mniej miejsc, do których zaprawa metalowa może się przyczepić, i jest bardziej krystaliczna, więc barwnik nie wnika w głąb włókna. Efekt to zwykle blady, wypłukany ton — nie kolor z tabeli wełnianej. | D Brak jakichkolwiek potwierdzeń dla tego okresu. Późniejsza „czerwień turecka", czyli marzanna na bawełnie/lnie z zaprawą olejową, to inna epoka i inna geografia — nie wolno jej rzutować na wczesne średniowiecze. |
nieopłacalny Dużo pracy i barwnika za słaby efekt. | Bardzo rzadkie lub nieobecne. Jeśli chcesz mocnego koloru — barwiona wełna, nie barwiony len. |
Uwaga dodatkowa: len zachowuje się w ziemi znacznie gorzej niż wełna (celuloza źle znosi kwaśne gleby[14]), więc lnu w ogóle jest mniej w materiale — a to, co jest, bywa tak zdegradowane, że barwnik i tak by się nie zachował. „Brak dowodów" ma tu dwie przyczyny naraz i tylko jedna z nich mówi coś o przeszłości.
§4Tabela 3 — czego nie potwierdzono jako barwnika
Praktycznie rzecz biorąc, jedna z ważniejszych tabel w tej ściądze. Prawie wszystkie kłopoty w dyskusji z archeologiem biorą się nie z tego, czego nie wiemy, tylko z tego, co „wszyscy wiedzą", a czego nikt nigdy nie znalazł.
Czytaj tę tabelę precyzyjnie. Nie mówi ona „tej rośliny nie było". Mówi: w przejrzanym przez nas korpusie nie ma potwierdzenia, że barwiono nią tkaniny w tym okresie. To trzy różne zdania i mylenie ich jest samo w sobie błędem: (1) roślina nie występowała, (2) roślina występowała, ale nie mamy dowodu barwienia, (3) barwiono, tylko dowód się nie zachował. Orzech włoski jest podręcznikowym przykładem przypadku (2) — i najczęściej mylonym z (1).
| Rzecz | Status | Co faktycznie ustaliliśmy | Co z tym zrobić |
|---|---|---|---|
| Łuski cebuli | E | Cebula jako roślina oczywiście była — to warzywo uprawiane w całej wczesnośredniowiecznej Europie. Nie ma natomiast ani jednego świadectwa użycia jej łusek jako barwnika w tym okresie: nie ma jej w monografii Yorku, wśród barwień wzorcowych Vajanto ani w żadnej z przejrzanych analiz. Występuje wyłącznie we współczesnej literaturze o barwieniu naturalnym — i to jest wzorzec, po którym poznaje się nawyk rzutowany wstecz. | Wykreślić z palety epoki. To wygodny nawyk dzisiejszej kuchni, nie barwnik wczesnośredniowieczny. Jeśli używasz — mów „bo tanie i podobne", nie „bo historyczne". |
| Orzech włoski | E | Uwaga — wiersz mylony częściej niż jakikolwiek inny. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu orzech na północy był: w Hedeby znaleziono „wielką liczbę łupin orzecha włoskiego", a pyłek orzecha ze Skanii z okresu ok. 600–800 r. sprawia, że uprawa w południowej Skandynawii „już w epoce wikingów jest scenariuszem możliwym".[33] Orzech był — jako importowany przysmak, w dużych ilościach. Zgadza się to z genetyką: drzewo weszło do tradycji rolniczej Europy Środkowo-Północnej już po konsolidacji cesarstwa rzymskiego.[19] Ale to nie czyni z niego barwnika. Nie ma ani jednej analizy przypisującej barwnik orzechowy tkaninie z tego okresu; jedyne źródło, które to twierdzi, to strona rekonstruktorska z 1999 r. cytująca publikację, do której nie dotarliśmy. | Rozróżniaj dwie rzeczy: „rośliny nie było" (nieprawda) i „nie ma dowodu, że barwiono nią tkaniny" (prawda). Jeśli używasz łupin — powiedz „surowiec był w zasięgu, użycia barwiarskiego nie potwierdzono". Bezpieczniejszy zamiennik: kora dębu, olszy, brzozy, pięciornik. |
| Wrotycz, liście brzozy | E | Brak potwierdzeń archeologicznych. Pojawiają się w rekonstrukcjach XX-wiecznych (np. strój z Eura) jako wybór współczesnych wykonawców, nie jako wynik analizy.[14] | Traktować jak „prawdopodobne, bo rosło" — nie jak poświadczone. |
| Wrzos jako barwnik | E | Walton testowała Calluna vulgaris i wyeliminowała go jako źródło swojego nieznanego żółtego barwnika.[15] Szczątki wrzosu w warstwach mają wiele lepszych wyjaśnień: ściółka, posłanie, opał, strzecha. | Nie powoływać się na „wrzos z Yorku". |
| Szafran | E | Znajduje się na liście barwników, które Walton przebadała i odrzuciła.[15] Jako luksusowa przyprawa jest dobrze poświadczony; jako barwnik odzieżowy w Europie Północnej VI–XI w. — nie. | Pominąć. Irlandzka „szafranowa koszula" to znacznie późniejsza historia. |
| Purpura tyryjska | E | Dla ziem polskich i Skandynawii w tym okresie brak jakichkolwiek poszlak. Nawet dla Anglii anglosaskiej jej realna obecność jest przedmiotem osobnego sporu — Biggam bada, czy wzmianki pisane nie dotyczą raczej barwników z porostów.[20] | Jeśli potrzebujesz purpury — to porosty, i to raczej na wybrzeżu atlantyckim niż w Wielkopolsce. |
| Indygo tropikalne | D | Chemicznie nieodróżnialne od urzetu. Że mamy do czynienia z urzetem, wnioskujemy z botaniki, nie z analizy. Teoretycznie mogło docierać handlem, ale nic tego nie potwierdza. | Nie deklarować „indygo". Mówić „urzet" albo „barwnik indygoidowy". |
| „Zieleń tylko przez nakładanie" | D | Zbyt kategoryczne. Kadź urzetowa sama daje zielenie, mięty i fiolety, bo obok indygotyny pracują indyrubina i flawonoidy z liścia — eksperymentalnie udokumentowane, z kodami NCS.[13] | Mówić: „nasycona zieleń — przez nakładanie; zieleń przygaszona — możliwa wprost z kadzi". |
| „Brak alizaryny = przytulia" | D | To kryterium Walton z 1988 r., oparte na chromatografii bibułowej. Nowoczesna (U)HPLC znajduje alizarynę także w Galium album, G. boreale i G. verum.[14] Różnicuje stosunek alizaryny do purpuryny — a i on bywa nieostry, bo purpuryna powstaje częściowo dopiero przy suszeniu korzeni.[21] | Nie rozstrzygać marzanna/przytulia na podstawie starych publikacji. |
| Analizy barwników z Polski (wiersz o stanie badań, nie o barwniku — skala A–E go nie dotyczy) | META | Dwa zespoły — nie zero i nie „korpus": Wrocław, lata 30. XI w. (sześć tkanin wełnianych, dwanaście prób, jeden wynik pozytywny)[23] oraz Pień i Gródek, 2025 r. (cztery krajki jedwabne, sześć ekstraktów).[1] Prace Biesagi i in. (2004, 2006), regularnie cytowane w kontekście wczesnego średniowiecza, Maik przywołuje w akapicie o okresie rzymskim i kulturze wielbarskiej.[22] | Nie pisać ani „polskie analizy wykazały", ani „nie ma żadnych". Można pisać: dwa zespoły, łącznie trzy barwniki — urzet na miejscowej wełnie, kermes i marzanna z żółtym flawonoidem na importowanym jedwabiu. |
§5Tabela 4 — porównanie regionalne
Tabele 1–2 mówią, co było możliwe. Ta mówi, co faktycznie znaleziono — i gdzie przepaść między jednym a drugim jest największa. Skrót: im dalej na wschód i południe od Danii, tym mniej analiz, a nie mniej barwienia.
| Barwnik | Ziemie polskie | Dania (+Hedeby) | Norwegia | Szwecja | Materiał porównawczy |
|---|---|---|---|---|---|
| Urzet / indygotyna | A Wrocław, Ostrów Tumski, lata 30. XI w. — indygotyna na wełnie, HPLC-DAD, 1 wynik pozytywny na 12 prób.[23] Na jedwabnych krajkach z Pnia i Gródka indygotyny nie wykryto, ale to import i inny typ zabytku.[1] | A Bjerringhøj, Hvilehøj, Hedeby — HPLC-DAD, 2023. „Urzet lub indygo do barwienia na niebiesko".[9] | B Tkaniny typu Veka: barwiona tylko osnowa, więc skos rysował się ciemnym błękitem na bieli.[15] W Gokstad barwników indygoidowych brak.[5] | B Birka — kilka tkanin, mikrochemia 1938.[3] Brak nowoczesnej reanalizy. | B York; A Finlandia.[2][14] |
| Marzanna (Rubia tinctorum) | A Ślady alizaryny + dimer antrachinonowy na krajce jedwabnej.[1] Datowanie rozbija się na dwa stanowiska: Pień (ziemia chełmińska, grób komorowy, 2. poł. X – 1. poł. XI w., 14C 892–1021) mieści się w naszym okresie; Gródek nad Bugiem (XI–XIII w.) już z niego wystaje. Zespół jako całość datowany radiowęglowo na X–XII w. Której krajce przypisać który barwnik — nie da się rozstrzygnąć, bo tekst i tabela w publikacji wskazują różne krajki. To ograniczenie źródła, nie nasza ostrożność. | A „Główne źródło czerwieni".[9] | A Gokstad — markery typu marzanny we wszystkich 4 próbkach, ale profile są różne: pełny zestaw (alizaryna, purpuryna, pseudopurpuryna, munjistyna, antragallol) tylko w próbce S1; w S2 wyłącznie ślady alizaryny i purpuryny, i to dopiero w spektrometrii mas.[5] | B Birka, grób 597 i jedwabna krajka z grobu 963 — „krapp" wg analizy z 1938 r.[3] | B Anglia: 23 z 38 identyfikacji na wełnie — dominacja odwrotna niż w Skandynawii.[8] |
| Przytulie (Galium spp.) | C Rosną dziko, brak analiz. | B Dla okresu przed wikingami (Sejlflod, Hejrhøj); dla epoki wikingów — brak.[15] | C Jak wyżej. | C Brak. | A Finlandia — ale tylko jeden obiekt w całym materiale Vajanto: czerwony pasek nalbindingowy z Luistari w Eurze, pocz. XI w., purpuryna + alizaryna + ksantopurpuryna w proporcjach wskazujących miejscowe przytulie.[14] Uwaga na powielany błąd. Vajanto przypisuje barwienie przytulią także brązowej wełnie z estońskiej Siksäli — ale publikacja, na którą się powołuje, mówi coś odwrotnego: brązowe runo dobierano do barwienia na niebiesko, a do czerwieni z przytulii brano wełnę jasną i cienką.[32] Do tego Siksälä to XIII–XV w., a podstawą oznaczeń jest niepublikowany raport. Nie cytować tego zdania. |
| Żółcie luteolinowe | A Glukuronid luteoliny na krajce K.[1] | A „Pierwszy dowód żółtej luteoliny w przebadanych tkaninach epoki wikingów" — i, wbrew oczekiwaniom, żółć okazała się dominująca.[9][4] | C Snartemo V (przełom V i VI w., na granicy zakresu): luteolina i glukozyd luteoliny.[7] | B Birka W 22 — oznaczenie gatunku (rezeda) niewiarygodne metodycznie.[3] | B York: janowiec barwierski w 189 kontekstach archeobotanicznych, rezeda w 22.[2] |
| Purpura porostowa | D Brak poszlak; porosty o wysokiej wydajności barwiarskiej to specjalność wybrzeży oceanicznych i strefy borealnej, nie wnętrza kontynentu. | B Fløjstrup (epoka wikingów) oraz 3 z 4 jedwabi z Mammen (to ten sam pochówek co Bjerringhøj).[15][8] Nierozstrzygnięta sprzeczność — stawiamy sprawę jasno. Walton raportowała purpurę porostową na 3 z 4 jedwabi z Mammen, metodą spektrofotometryczną z chromatografią bibułową/cienkowarstwową. Reanaliza tego samego zespołu grobowego z 2023 r. (HPLC-DAD) w dostępnej części tekstu porostów w ogóle nie wymienia.[9] Możliwe są trzy wyjaśnienia i nie umiemy między nimi rozstrzygnąć bez pełnego tekstu: (a) stary wynik był fałszywie dodatni; (b) w 2023 r. pobrano inne obiekty niż Walton; (c) porosty wykryto, lecz nie trafiły do abstraktu i „Highlights". Uwaga techniczna: orceiny są w zasadzie wykrywalne HPLC-DAD, więc samo „nie szukali" nie wystarczy jako wyjaśnienie. Do czasu rozstrzygnięcia traktuj duńską purpurę porostową jako zakwestionowaną, nie potwierdzoną. |
C Brak konkretów dla epoki wikingów; potwierdzone w nordyckiej Grenlandii (Narsaq, najwcześniejsza faza osadnictwa).[8] | C W zbiorczym zestawieniu „Skandynawia" 2 identyfikacje bez przypisania do stanowiska.[8] | B Dublin — 13 z 18 identyfikacji. To tam, a nie w Skandynawii, purpura porostowa jest kolorem lokalnym.[8] |
| Czerwienie owadzie (kermes, Porphyrophora) | A Kwas kermesowy na 3 z 6 ekstraktów (Pień w ziemi chełmińskiej, Gródek nad Bugiem na pograniczu z Rusią) — bez kwasu karminowego, czyli kermes, nie czerwiec.[1] | A Kermes i „europejskie czerwce" (u tej samej autorki: czerwiec polski) na jedwabiach z Bjerringhøj i Hvilehøj.[9][6] | B Veien — czerwiec polski, ale późny okres rzymski / wędrówki ludów, nie epoka wikingów, i oznaczenie metodą sprzed HPLC.[15] | D Brak. Czerwony jedwab z Birki przypisano marzannie, nie owadom.[3] | Uwaga metodyczna: niektóre skandynawskie grzyby (Dermocybe semisanguinea) dają widmo podobne do barwników owadzich — przy samej spektrofotometrii łatwo o fałszywy pozytyw.[15] |
| Garbniki / elagotaniny | C Surowiec wszędzie, brak analiz. | A Elagotaniny na nici haftu z Bjerringhøj.[9] | D Brak. | D Birka, grób 750 — tylko wrażenie badacza, nie oznaczenie.[3] | A Finlandia: fermentacja garbników jako odrębna, trzecia metoda barwienia.[14] |
| Widłak jako zaprawa (nie barwnik!) |
D Roślina w zasięgu, brak danych. | A „Pierwszy dowód […] widłaka w przebadanych tkaninach epoki wikingów".[9] | D Brak danych — choć to ze Skandynawii widłak trafiał do Yorku.[2] | D Brak danych. | A York: 247 kontekstów — częściej niż marzanna (244) i janowiec (189). A Finlandia: glin wykryty na przędzy archeologicznej (SEM-EDX).[2][14] |
| Niebarwione runo | BAZA Wszędzie, przez cały okres — i prawdopodobnie znacząca część odzieży w ogóle. Najczytelniejszy przykład, ubrania z Herjolfsnes na Grenlandii, jest późniejszy (XIII–XV w.); z naszego okresu pochodzi natomiast purpura porostowa z Narsaq, z najwcześniejszej fazy osadnictwa nordyckiego.[8] | ||||
Wrocław, świątynia pogańska — luka zamknięta
W wersji 2.1 pisaliśmy, że gdzieś w tomie NESAT IX z 2007 r. istnieje aneks chemiczny, którego nie widzieliśmy, i że „jedna strona może zmienić całą tabelę Ziemie polskie". Udało się do niego dotrzeć. Zmieniła.
Kontekst. Na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu odkryto w 1961 r. duży budynek drewniany o wymiarach ok. 7 × 3,70 m, interpretowany jako świątynia pogańska, z podziałem na część dla kapłanów i dla wiernych — być może rozdzieloną nie ścianą, lecz zasłoną z tkaniny. Znaleziono w nim 55 fragmentów tekstylnych: wełnę, jedwab, len, filc, nici i sznurki. Deska z wyobrażeniem idola ma datę ścięcia drzewa między jesienią 1032 a wiosną 1033 r.; obiekt wiąże się z reakcją pogańską około 1038 r.[23]
Analiza. Izabella Surowiec, Witold Nowik i Marek Trojanowicz wykonali HPLC z detektorem diodowym UV-Vis (aparatura Agilent, kolumna Hypersil BDS C18), przy dwóch niezależnych ekstrakcjach: metanol z kwasem solnym oraz DMSO. Przebadano sześć tkanin wełnianych, z każdej osobno nitki osnowy i wątku — dwanaście prób.
Wynik. W jednej jedynej próbie, w ekstrakcie DMSO, zidentyfikowano indygotynę (pik o czasie retencji 29,5 min, potwierdzony widmem absorpcyjnym). W pozostałych: nic. Autorzy formułują to wzorowo ostrożnie: tkaniny „albo nie były barwione, albo barwnik uległ takiemu rozkładowi, że tą metodą nie dało się go już zidentyfikować".[23]
Co z tego wynika, a czego nie. Wynika: na ziemiach polskich, w latach 30. XI w., barwiono miejscową wełnę barwnikiem indygoidowym. To pierwsze i jak dotąd jedyne takie oznaczenie. Maik podkreśla przy tym, że jakość wełny i typy splotów mają liczne odpowiedniki w Opolu, Gdańsku, Wolinie i Santoku, czyli mówimy o produkcji miejscowej, nie o imporcie.[23]
Nie wynika natomiast to, co piszą autorzy aneksu: że barwnikiem był urzet (Isatis tinctoria). Indygotyna jest identyczna niezależnie od tego, z jakiej rośliny pochodzi — to ta sama pułapka, którą opisujemy w Tabeli 1 i którą duński zespół w 2023 r. rozwiązał, pisząc uczciwie „woad or indigo". Że we Wrocławiu chodzi o urzet, jest bardzo prawdopodobne z botaniki i geografii — ale nie jest to wynik chromatogramu.
Jedna niespójność, którą trzeba znać. Tekst główny Maika podaje, że indygotynę wykryto „tylko w osnowie tkaniny nr 3", a aneks chemiczny — że w próbce 12A. Tkaniny nr 3 nie ma na liście sześciu przebadanych (są to nry 4, 6, 8, 9, 12 i 20). Bezpieczna formuła: „indygotynę wykryto w jednej z dwunastu prób; publikacja niespójnie wskazuje, w której tkaninie". Nie przypisuj wyniku konkretnemu numerowi — na tym złapie cię każdy, kto tom otworzy.
Uwaga dodatkowa: czerwony jedwab w splocie taftowym z tego samego budynku nie był badany pod kątem barwnika — analizie poddano wyłącznie wełnę. Kolor „czerwony" przy tym jedwabiu to obserwacja wzrokowa.
§5aTabela 5 — wschód i południe: Ruś, Bałtowie, Wielkie Morawy
Materiał porównawczy najbliższy ziemiom polskim leży nie na zachodzie, tylko na wschodzie i południu — za granicą językową, którą opracowania tego tematu rzadko przekraczają. Dlatego sięgnęliśmy tam osobno, i wynik jest ciekawszy, niż się spodziewaliśmy. Wschód dał dwa twarde nabytki, których nie miała cała Skandynawia, a jednocześnie ujawnił skalę zaniechania, przy której polski materiał przestaje wyglądać na wyjątek.
| Region i stanowiska | Co potwierdzone chemicznie | Metoda i datowanie | Zastrzeżenia i czego brakuje |
|---|---|---|---|
| Ruś — Gniezdowo kurhan Ц-301 |
A Marzanna na trzech jedwabiach, z proporcjami: alizaryna 74% / purpuryna 24% / antragallol 0,8%; druga tkanina 78/19; lamówka 53/36. Indygotyna na cienkim lnie sukni.[24] | HPLC, E. Karpowa, Nowosybirski Instytut Chemii Organicznej. Grób datowany na lata 970. | To najlepszy pojedynczy rekord spoza Skandynawii i jedyny, który podaje proporcje ilościowe — czego wiele starszych opracowań skandynawskich nie robi. Dla lnu nie podano jednak liczb, więc nie wiadomo, czy indygotyna pochodzi z chromatogramu tej próbki. Tekstylia z Gniezdowa zachowały się w 12 na 116 przebadanych pochówków szkieletowych, głównie jako mikrofragmenty przy metalu. |
| Ruś — Nowogród wykop nerewski |
B 14 tkanin: kwas elagowy (garbnik), w tym jedna czerń „na zaprawie żelazowej"; marzanna na zaprawie glinkowo-żelazowej; kermes z taniną; indygo z nieznaną żółcią (zieleń); lac dye; oraz „chryzyna" i „emodyna".[26] | Metoda nieznana — „analiza chemiczna" wykonana w 1963 r. w instytucie włókienniczym w Budapeszcie. Warstwy wykopu: X–XV w. | Nie używać jako bazy danych dla VI–XI w. Tabela nie podaje warstw, a dwie jedyne datowane w tekście próbki to XIII w. „Chryzyna" i „emodyna" (6 z 14 oznaczeń) to związki spoza kanonu barwników archeologicznych — żadna nowoczesna analiza tego nie zweryfikowała. Wartość tej pracy jest dziś głównie historiograficzna. |
| Ruś — Psków, Stara Ładoga | E Nic. Zero analiz barwników. | — | To szczególnie dobry przykład problemu z luką badawczą: materiał istnieje, ale nie został przebadany pod kątem barwników. Psków: bogaty grób komorowy z X w., pełna rekonstrukcja kroju, „cienkie niebieskie płótno", czerwono-fioletowe jedwabie — a w całym opracowaniu słowo „dye" nie pada ani razu; barwy podano wzrokowo, z uczciwym zastrzeżeniem „visual evaluation".[27] Stara Ładoga: 56 z 61 tkanin mieści się w VIII–XI w., a warstwa jest tak nawodniona, że zachowały się całe partie odzieży do 900 cm², z zachowaną elastycznością i lnem — i nikt nie zbadał barwników. Liczby ze Starej Ładogi podajemy za cyfrową reedycją, której pierwodruku nie zidentyfikowaliśmy — traktować jako trop do sprawdzenia, nie jako źródło. |
| Estonia Raatvere, Pudivere |
A Indygotyna, izatyna, indyrubina oraz „flawonoid urzetu" — czyli widmo zgodne ze wzorcem urzetu, a nie gatunek oznaczony spektrometrią mas. Dodatkowo niezidentyfikowane piki, przez autorów opisane jako prawdopodobne barwniki porostowe (poziom C) — tu nie ma nawet dopasowania do wzorca, autorzy piszą wprost, że nie udało się go uzyskać.[25] | UHPLC-PDA, 4 próbki, XI w. (datowanie z kontekstu, bez 14C) | Najbliższy ziemiom polskim punkt, w którym barwnik rozstrzygnięto co do rośliny, nie tylko co do związku. Autorzy podkreślają, że urzetu w Estonii nie uprawiano — był importem, a lokalne porosty dokładano po to, by pogłębić błękit do możliwie najciemniejszego. To zarazem ostrzeżenie: „ciemnoniebieski" był tam celem technologicznym, nie przypadkiem. |
| Finlandia Luistari, Kirkkomäki, Rikala, Yliskylä |
A Indygotyna w większości próbek; flawonoid urzetu w dwóch; przytulie (purpuryna, alizaryna, ksantopurpuryna) na jednym obiekcie; garbniki; barwniki porostowe.[14] | (U)HPLC, 31 próbek wełnianych. Datowania: X–XII w., przewaga XI w. | Uwaga chronologiczna, którą trzeba mieć na uwadze przy każdym cytowaniu Vajanto: ani jedna analizowana próbka nie jest starsza niż IX/X w. Dla VI–IX w. w całej tej strefie nie ma żadnych danych chemicznych. Marzanna pojawia się dopiero w Tuukkali z XIII/XIV w. — poza naszym okresem. |
| Litwa cmentarzyska nadmorskie |
E Nic. | — | Największe litewskie opracowanie tekstyliów obejmuje ok. 200 fragmentów z I–XII w. — czyli dokładnie nasz okres — i jest w całości strukturalno-technologiczne: sploty, skręt, gęstość, surowiec. Barwa pojawia się raz, opisowo („ciemnobrązowa osnowa, jasnobrązowy wątek"), czyli w kolorze, który w ziemi bywa wtórny.[28] Wzorcowy przykład na to, że brak danych bywa brakiem badań, nie brakiem materiału. |
| Łotwa | E Nic. | — | Nie odnaleźliśmy ani jednej analizy barwników na łotewskich tekstyliach z epoki żelaza — także w pełnym indeksie 44 konferencji Dyes in History and Archaeology, gdzie takie prace zwykle lądują. Występujące w literaturze „ciemnoniebieskie płaszcze villaine" z grobów kobiecych to opis wzrokowy. To argument z milczenia, nie dowód — literatury łotewskiej nie przejrzeliśmy w oryginale. |
| Wielkie Morawy i Czechy Mikulčice, Praga |
E Nic dla IX–XI w. Analizy barwników w Czechach istnieją, ale dotyczą praskich warstw odpadowych z XIV–XV w. | Dla Mikulčic: stereomikroskop + SEM. Bez chromatografii.[29] | Ponad 440 fragmentów tekstylnych z Mikulčic, zachowanych „w zdecydowanej większości w warstwach korozyjnych na powierzchni przedmiotów metalowych". Przy tym stanie nawet określenie surowca udaje się tylko przy niewielkiej liczbie próbek. O najlepiej zachowanym jedwabiu (samitum, grób 590) autorka pisze wprost: „ani pierwotnej kolorystyki, ani postaci wzoru nie da się określić".[29] Archeobotanika: 37 303 makroszczątki roślinne i ani jednej rośliny barwierskiej. Do tego pożar depozytu w 2007 r. zniszczył większość zbioru — tej luki już się nie nadrobi. |
Trzy wnioski, których nie dało się postawić bez materiału wschodniego
1. „To był urzet, nie indygo" przestało być domysłem. Dotąd artykuł musiał pisać, że chemia nie odróżnia jednego od drugiego i że urzet wybieramy z botaniki. Cztery estońskie próbki z XI w. z flawonoidem urzetu obok indygotyny domykają to dla strefy bezpośrednio sąsiadującej z ziemiami polskimi.[25] Zastrzeżenie, którego w wersji 2.1 nie było: „flawonoid urzetu" to dopasowanie widma do wzorca w UHPLC-PDA, bez spektrometrii mas na próbkach archeologicznych.
2. Barwiony len wczesnośredniowieczny wyszedł poza obserwację wzrokową — ale nie do końca. Dotychczasowa ostrożność przy Tabeli 2 brała się stąd, że „niebieski len z Birki" to obserwacja oka. Suknia z Gniezdowa z lat 970. jest opisana w opracowaniu, które stosowało HPLC: gruba tkanina niebarwiona, cienka — barwiona indygotyną.[24] Autorzy nie podają jednak dla tego lnu żadnych danych analitycznych, choć dla jedwabi podają. Awans jest więc realny, ale o jeden stopień, nie o dwa. Do tego część fragmentów tej samej cienkiej tkaniny straciła błękit — czyli mamy w jednym zabytku i barwnik, i dowód jego blaknięcia.
3. Luka nie jest polska, tylko regionalna — i nie ma jednej przyczyny. Czechy mają zespół tekstylno-archeologiczny klasy europejskiej i dostęp do LC-MS; robią analizy barwników natychmiast, gdy dostają materiał praski z XIV–XV w. Dla IX–XI w. nie mają ani jednego oznaczenia — bo tamtejsze tekstylia to mineralizacje na metalu. Litwa pokazuje przypadek odwrotny: 200 fragmentów z właściwego okresu, opracowanych porządnie, bez jednej analizy barwnika. Stara Ładoga jeszcze wyraźniej: materiał lepszy niż w Birce, zero chemii. Czasem brakuje materiału, a czasem po prostu nikt nie zlecił badania.
Dlaczego z ziem polskich nie ma analiz
Standardowe wyjaśnienie brzmi prosto: tekstylia zachowują się u nas jako pseudomorfozy zmineralizowane, a w takim stanie barwnik nie przeżywa. Materiał wschodni tego wyjaśnienia nie potwierdza — i to ważna rzecz, którą pokazuje ta kwerenda.
Cały fiński i estoński korpus analiz HPLC to tekstylia, które przetrwały dzięki kontaktowi z brązem. Vajanto pisze wprost, że bez miedzi „materia organiczna, w tym tekstylia i barwniki, nie przetrwałaby", a jej próbki są opisane jako „częściowo zmineralizowane" — i mimo to dały pełne wyniki chromatograficzne.[14] Kontakt z metalem nie jest więc przeszkodą; bywa warunkiem.
Granica leży gdzie indziej — w stopniu mineralizacji. Dopóki wełna jest częściowo organiczna, tylko przesycona solami metali, barwnik ma na czym siedzieć i da się go wyekstrahować. Kiedy materia organiczna zostaje zastąpiona produktami korozji i zostaje sama pseudomorfoza splotu — nośnika już nie ma. Ten drugi przypadek opisują badacze Mikulčic: przy takim stanie zachowania „określenie użytego surowca […] udało się tylko przy niewielkiej liczbie analizowanych próbek".[29] Czeski zespół rozpisuje to na trzy środowiska: nawodnione warstwy odpadowe (barwnik przeżywa — i właśnie tam robią LC-MS, tyle że to XIV–XV w.), zamknięte groby, oraz wczesne średniowiecze, czyli wyłącznie mineralizacje na metalu.[31] Jeśli nie da się rozstrzygnąć, czy to len czy wełna, to analiza barwnika jest o rząd wielkości dalej.
I drugi mechanizm, wcale nie mniej ważny: brak decyzji badawczej. Litwa ma około 200 fragmentów z I–XII w., opracowanych porządnie i bez jednej analizy barwnika.[28] Stara Ładoga ma 56 tkanin z naszego okresu w stanie lepszym niż większość materiału skandynawskiego — i też zero. Pisząc o ziemiach polskich, uczciwie jest powiedzieć: część luki tłumaczy grunt, część tłumaczy to, że nikt jeszcze nie zlecił badania — i nie wiemy, w jakiej proporcji.
Jest też druga kwestia dotycząca samych próbek: autorzy jedynego polskiego opracowania piszą, że przy mikropróbkach z „delikatnych, rozkładających się i poważnie uszkodzonych" nici „wszystkie ekstrakty były w zasadzie bezbarwne, a chromatogramy zawierały bardzo niewiele markerów barwników naturalnych".[1]
§6Dlaczego z jednego barwnika wychodzą różne kolory
Ta część jest dla osób bez żadnego zaplecza. Bez chemii — ale też bez przekłamań.
Cztery zupełnie różne sposoby barwienia (a nie jeden)
1. Barwniki kadziowe — urzet
Sam barwnik w kąpieli nie jest jeszcze niebieski: forma zredukowana (leuko) jest żółtawa do żółtozielonej, a cała kadź ma barwę zielonkawo-bursztynową z miedzianym kożuchem na powierzchni. Tkanina wychodzi z niej żółtozielona i dopiero na powietrzu, w kilkanaście sekund, sinieje. To nie magia, tylko utlenianie: rozpuszczalna, „zredukowana" forma barwnika wnika w włókno, a tlen zamyka ją tam z powrotem w nierozpuszczalną cząsteczkę. Dlatego kadź nie potrzebuje zaprawy i dlatego działa na lnie najlepiej ze wszystkich klas barwników. Cena: kadź trzeba prowadzić — utrzymać zasadowość i fermentację, nie przegrzać, nie napowietrzyć. To najbardziej „rzemieślniczy" ze wszystkich procesów.
2. Barwniki zaprawowe — marzanna, żółcie flawonoidowe
Same by się spłukały. Potrzebują jonu metalu (najczęściej glinu), który wiąże się jednocześnie z włóknem i z cząsteczką barwnika, tworząc trwały kompleks. Kluczowa konsekwencja: ten sam barwnik z innym metalem daje inny kolor, bo kompleks metal–barwnik pochłania światło inaczej niż sam barwnik. Marzanna z glinem to ceglasta czerwień, marzanna z żelazem — ciemny, przygaszony brąz aż do czerni.
3. Barwniki wiążące się wprost, bez metalu — orceiny z porostów
Purpura porostowa nie jest ani kadziowa, ani zaprawowa. Barwnik powstaje w wielotygodniowej fermentacji amoniakalnej poza tkaniną, a potem wiąże się z białkiem wełny bezpośrednio. Odcień — od różu przez czerwień po sine fiolety — reguluje się odczynem kąpieli, nie zaprawą i nie liczbą zanurzeń. Cena: kilka tygodni czekania, kadź moczowa osłabiająca przędzę i barwnik, który szybko blaknie w słońcu.[14]
4. Garbniki — kora, galasówki, gotowane porosty
Wiążą się z włóknem same, bez metalu. Dają brązy, rudości i płowe beże. Vajanto traktuje fermentację garbników jako osobną, trzecią metodę, a nie jako dodatek — i to dobra intuicja, bo w praktyce gospodarstwa to jest najprostsza i najtańsza droga do koloru.[14]
Zaprawa: ałun, a jak nie ałun, to widłak
Ałun to sól glinu. W Europie Północnej wczesnego średniowiecza był problemem: Walton Rogers pisze wprost, że „ałun byłby trudny do zdobycia w Anglii w okresie anglo-skandynawskim", a ałun mineralny sprowadzano na Wyspy dopiero w późnym średniowieczu.[2] I tu wchodzi rzecz, której w poradnikach rekonstruktorskich prawie nie ma:
Widłak (Diphasiastrum complanatum i pokrewne) potrafi gromadzić w sobie glin — pierwiastek dla większości roślin toksyczny. Wczesnośredniowieczni barwiarze najwyraźniej to zauważyli: w Yorku widłak występuje w 247 kontekstach archeologicznych, częściej niż marzanna (244) i janowiec (189), i to mimo że w Anglii prawdopodobnie w ogóle nie rósł — sprowadzano go ze Skandynawii albo z północnych Niemiec.[2] Fińska analiza SEM-EDX pokazała, że przędza zaprawiona widłakiem ma na powierzchni ziarna zawierające glin, krzem i potas — i że ten sam zestaw pierwiastków występuje na kilku przędzach archeologicznych.[14] W 2023 r. widłak wymieniono wśród pierwszych świadectw w tkaninach epoki wikingów.[9]
Na czym ten argument stoi — i czego mu brakuje. Sama zawartość glinu we włóknie nie rozstrzyga niczego. Vajanto formułuje to ostrożnie: „na podstawie tych parametrów możliwe, że w tych próbkach był ałun roślinny. W tekstyliach archeologicznych zanieczyszczenie pierwiastkami ze środowiska grobowego jest zawsze możliwe". Jej własna kontrola negatywna jest jeszcze mocniejszym ostrzeżeniem: w próbce wzorcowej zaprawionej siarczanem żelaza nie wykryto żelaza.[14] Potwierdzają to twarde dane z gleby. W duńskim Lønne Hede analizy SEM-EDX gleby grobowej i przędz wykazały, że „wszystkie próbki, zarówno tekstylia, jak i gleba, zawierały dużą ilość glinu w porównaniu z próbkami wzorcowymi nowej białej i brązowej wełny. Wskazuje to, że próbki były pogrzebane w glebie bogatej w glin. Oznacza to jednak, że nie jest możliwe ustalenie bezpośredniego związku między zawartością glinu we włóknach a użyciem widłaka jako zaprawy."[34]
Rozstrzyga co innego: marker chromatograficzny. W tym samym materiale z Lønne Hede w pięciu próbkach barwionych janowcem wykryto związek o widmie absorpcyjnym bliskim chryzoeriolu, eluujący w 17,0 min, przypisany widłakowi (Lycopodium sp.). Autorzy konkludują, że te włókna „były zaprawione gatunkiem widłaka, rośliną miejscową zawierającą glin".[34] Różnica jest zasadnicza i warto ją zapamiętać: glin pierwiastkowy nie jest dowodem, marker chromatograficzny — jest.
Co z tego wynika dla naszego okresu. Lønne Hede to wczesny okres rzymski (I w. n.e.), więc nie jest świadectwem dla epoki wikingów i tak go nie używamy. Ma jednak znaczenie pośrednie: barwniki badała tam Ina Vanden Berghe — ta sama analityczka, która podpisuje duńską pracę z 2023 r., gdzie widłak figuruje wśród pierwszych świadectw w tkaninach epoki wikingów.[9] Z dużym prawdopodobieństwem chodzi o ten sam marker z tej samej biblioteki wzorców — opublikowane dane nie mówią tego wprost, więc zostawiamy to jako przesłankę, nie ustalenie. Ostrożny wniosek brzmi tak: widłak w materiale epoki wikingów opiera się najpewniej na chromatografii, a nie na analizie pierwiastkowej, i dlatego traktujemy go jako bardzo mocną poszlakę, a nie dowód. Argument stoi na czterech nogach — fizjologii rośliny, jej obecności w Yorku razem z roślinami barwierskimi, skandynawskiej etnografii i markerze chromatograficznym ze stanowiska o tysiąc lat starszego — a nie na jednym rozstrzygającym pomiarze z naszego okresu. Takiego pomiaru nadal nie ma.
Praktyczny wniosek dla rekonstruktora: ałun kupiony w sklepie chemicznym to uproszczenie. W Anglii anglo-skandynawskiej bardziej prawdopodobna była zaprawa roślinna. Ale nie każda działa tak samo: w tabeli 1a widłak dał czerwień jaśniejszą i bardziej nasyconą od ałunowej, z Blue Wool 4 — czyli realnie zadziałał; skrzyp wypadł na 3, dokładnie tyle co brak jakiejkolwiek zaprawy. To ma sens: akumulacja glinu jest dobrze udokumentowana u widłaka, a skrzyp gromadzi przede wszystkim krzemionkę i jego rola jako źródła glinu jest w literaturze sporna. Dla ziem polskich nie mamy na żadną z tych zapraw nic.
Żelazo: co jest prawdą, a co legendą
Prawda: stężone sole żelaza podane przed barwieniem zamieniają ceglastą czerwień marzanny w prawie czerń (a* spada z 25 do −0,8). To ta sama chemia, którą powstaje atrament żelazowo-galusowy: jony żelaza wiążą się z polifenolami, dając ciemny, nierozpuszczalny kompleks.
Legenda: „barwienie w żelaznym kotle przyciemnia kolor". Nikt tego nie sprawdził w publikowanym eksperymencie. Jedyny wariant podobny do przypadkowego kontaktu z żelazem — woda z hartowania z kuźni — nie przyciemnił koloru; przeciwnie, dał czerwień nieco czystszą i o stopień trwalszą.[16] Do tego Vajanto zauważa, że archeologiczne kotły żelazne i brązowe są małe i rzadkie, więc raczej nie służyły do barwienia.[14]
Haczyk, o którym się nie mówi: żelazo z garbnikami niszczy wełnę.[14] Czarna, „żelazna" tkanina to nie tylko kolor — to także krótsze życie ubrania.
Kwas i zasada — to naprawdę widać w liczbach
Marzanna reaguje na odczyn kąpieli — nie tak gwałtownie jak antocyjany z czerwonej kapusty, ale wyraźnie. W pomiarach: przy ługu z popiołu drzewnego (pH ~10) b* spada z 20,75 do 4,80, czyli z ceglastego #783B2D robi się śliwkowo-wiśniowe #5F2B35; przy occie jabłkowym odcień idzie w stronę pomarańczu.[16] Dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, to jeszcze nie jest fiolet — kąt barwy tej próbki to około 11°, czyli ciemna wiśnia; realne fiolety praktycy uzyskują z marzanny raczej zaprawą (żelazo, ałun z kredą) niż samym odczynem, więc „nie zaprawą, lecz odczynem" byłoby fałszywą alternatywą. Po drugie: ług o pH 10 uszkadza wełnę — ostrożność należy się tu tak samo jak przy żelazie.
Liczba zanurzeń = warstwy koloru
Przy urzecie odcień zależy niemal wyłącznie od tego, ile razy tkanina przeszła przez kadź: w eksperymencie cztery zanurzenia po dwie godziny, z półgodzinnym napowietrzaniem między nimi, dały ciemny błękit.[13] Każde kolejne zanurzenie to kolejna porcja barwnika i kolejne godziny pilnowania kadzi. Stąd różnica w nakładzie pracy: głęboki granat wymagał wielokrotnego kadziowania, a bladoniebieski — jednego lub dwóch zanurzeń — mimo że to dokładnie ta sama roślina.
Dlaczego wełna barwi się dobrze, a len źle
Nie chodzi o to, że len jest „gładki". Chodzi o chemię: białko wełny ma dużo grup, z którymi jon metalu z zaprawy tworzy trwałe połączenie; celuloza lnu ma ich znacznie mniej i jest bardziej krystaliczna, więc barwnik nie wnika w głąb włókna. Stąd praktyczna reguła: na lnie najlepiej działają kadziowe (urzet) i garbnikowe, a zaprawowe (marzanna, żółcie) działają słabo — dają tony blade, mniej trwałe i w materiale archeologicznym praktycznie nieudokumentowane. „Słabo", nie „wcale": to kwestia opłacalności i trwałości, nie chemicznej niemożliwości. I stąd len był zwykle biały.
Siedem rzeczy warsztatowych, które zmieniają wynik bardziej niż wybór barwnika
Poniższe punkty to reguły kciuka z praktyki współczesnych barwiarek, nie ustalenia archeologiczne i nie prawa fizyki — oznaczamy to wprost, bo mieszanie jednego z drugim jest w tym temacie plagą. Konkretne liczby (temperatury, twardość wody) traktuj jako orientacyjne progi z warsztatu, nie jako zmierzone stałe. Bez nich jednak liczby z tabeli 1a znaczą mniej, niż się wydaje.
1. Ile barwnika na ile wełny
Bez podanego stosunku masy barwnika do masy włókna zdanie „marzanna daje L* ≈ 32" nie znaczy praktycznie nic. Ten sam barwnik przy podwojonej dawce i drugiej kąpieli da kolor o klasę głębszy. Eksperyment, z którego bierzemy liczby, badał zaprawy, a nie stężenie — więc mówi o różnicach między zaprawami, nie o granicy możliwości marzanny.
2. Marzanna nie znosi wrzenia
W praktyce barwiarskiej przyjmuje się, że powyżej mniej więcej 80 °C marzanna zaczyna brunatnieć (próg orientacyjny, różnie podawany). To najczęstsza przyczyna „marzanny, która wyszła na brązowo" — i błąd, który łatwo pomylić z „taka już jest ta marzanna". Jeśli twoja czerwień wyszła w kolorze cegły z błotem, zanim oskarżysz barwnik, sprawdź termometr.
3. Woda ma wapń albo go nie ma
Twarda woda (albo szczypta kredy) przesuwa marzannę w stronę jaśniejszej, czystszej czerwieni; woda miękka i demineralizowana — w stronę zgaszonej rudości. Historyczny barwiarz brał wodę, którą miał, i to ona po części decydowała o lokalnym „charakterze" koloru. Nasza tabela pomiarowa powstała w wodzie demineralizowanej, czyli w warunku najbardziej zgaszającym.
4. Kadź urzetowa to temperatura i pH, nie przepis
Kadź fermentacyjną prowadzi się w cieple (rząd 50 °C) i przy odczynie zasadowym. Przegrzanie albo napowietrzenie — na przykład energiczne mieszanie — psuje redukcję i kadź przestaje barwić. Dlatego głęboki granat wymaga więcej pracy i barwnika, a do tego niesie większe ryzyko zepsucia kadzi.
5. Przy zieleni kolejność nie jest obojętna
Nakładać można żółć na błękit albo błękit na żółć i obie drogi są używane — ale dają różne wyniki. Kadź jest zasadowa, więc potrafi zmienić barwnik zaprawowy już nałożony na włókno; z drugiej strony indygotyna leży bliżej powierzchni włókna i ściera się. To decyzja warsztatowa, nie formalność.
6. Ług i mocz niszczą wełnę
Artykuły ostrzegają zwykle tylko przed żelazem. Tymczasem ług popiołowy o pH 10 i wielotygodniowa kadź moczowa przy purpurze porostowej też osłabiają przędzę — dlatego barwnik porostowy trafiał raczej na wątek niż na osnowę.[14]
7. Światłotrwałość to nie to samo co odporność na pranie
Skala Blue Wool, z której podajemy stopnie w tabeli 1a, mierzy wyłącznie blaknięcie w świetle. Odporność na pranie, pot i tarcie to trzy osobne parametry, których w tym eksperymencie nie badano. Barwnik może być światłotrwały i schodzić w praniu.
I jeszcze jedno: wełna też nie jest ta sama
Wiersz „naturalne runo" w Tabeli 1 wylicza biel, kremowość, szarość, brąz i czerń — ale wczesnośredniowieczne typy runa (w klasyfikacji używanej przez Walton: hairy medium, generalised medium, shortwool i inne) różnią się od współczesnych ras hodowlanych grubością włosa, udziałem włosa rdzeniowego, połyskiem i tym, jak przyjmują barwnik. „Naturalna szara wełna" kupiona dziś w sklepie to inny materiał niż wzorzec, nawet jeśli zgadza się kolor. Połowa najczęściej cytowanej tu pracy Walton z 1988 r. jest właśnie o typach runa, nie o barwnikach.[15]
§7Wartość i pospolitość — co naprawdę da się powiedzieć
Ostrzeżenie metodyczne. Dla wczesnego średniowiecza nie mamy cenników. Wszystko, co krąży jako „ceny barwników", pochodzi z ksiąg cechowych i rachunków kupieckich XIV–XVI w. i bywa rzutowane wstecz o pięćset lat. Kolumna „Wartość" w naszych tabelach to oszacowanie nakładu pracy i odległości transportu, a nie żadna waluta. Poniżej zbieramy to, co faktycznie mamy z okresu.
Marzanna była towarem — VIII w.
Akt targowy dla opactwa St. Denis z początku VIII w. wymienia ludzi przypływających zza morza po wino, miód i marzannę.[3] To jedno z niewielu twardych świadectw, że barwnik był przedmiotem handlu dalekosiężnego już wtedy — a nie tylko rośliną z ogródka.
Czerwiec pod dziesięciną — XII–XIII w.
Donkin wskazywał, że vermiculo z kapitularzy Karola Wielkiego to prawdopodobnie czerwiec polski, a w XII–XIII w. barwnik ten podlegał dziesięcinie w Europie Środkowej i Wschodniej.[15] Czyli: zorganizowana eksploatacja, zanim pojawiają się pierwsze polskie wzmianki pisane.
Niebieski i czarny = drogo
W literaturze staronordyckiej odzież niebieska i czarna funkcjonuje jako prestiżowa; Vajanto, za Straubhaar (2005), podaje, że w sagach droższe bywają tylko szkarłat i złoto — to jednak cytat z drugiej ręki, nie własne ustalenie źródłoznawcze.[14] Zgadza się to z technologią: głęboki błękit to wielokrotne kadziowanie.
Kolory miały reputację regionalną
Winric z Trewiru (2. poł. XI w.) w Conflictus Ovis et Lini każe owcy wyliczać: zielenie Flandrii, niebarwione sukna Niemców, „piękną czerń" Nadrenii i naturalnie rudobrunatną wełnę Szwabii.[2] To najbliższe, co mamy do „mapy mody" z epoki — i zauważ, że niebarwione sukno też jest w tym katalogu marką.
Dlaczego niektóre kolory były tanie — i czego to NIE tłumaczy
Wełnę i len i tak prano, płukano i gotowano. Dorzucenie do tej samej wody kory z ogniska albo garści przytulii nie kosztowało prawie nic — grzejesz wodę tak czy inaczej. To dobrze wyjaśnia, dlaczego ziemiste barwy, oliwki i szarości były dostępne dla każdego.
Ale ostrożnie: niska cena tłumaczy dostępność, nie wybór. Z tego, że coś było tanie, nie wynika, że ludzie nosili to „z braku laku". Nordycka Grenlandia pokazuje coś odwrotnego: tam, gdzie barwników prawie nie było, rozwinięto wyrafinowany deseń z dwóch naturalnych odcieni runa (materiał z Herjolfsnes jest wprawdzie późniejszy, XIII–XV w., ale mechanizm jest ten sam).[12] Ubóstwo palety bywa stylem, nie tylko ograniczeniem.
Czego nie napiszemy, choć wszyscy piszą
Nie podajemy liczby „ile owadów na kilogram barwnika". Krążące wartości (50–60 tys.) nie dały się potwierdzić w żadnej pracy recenzowanej, do której udało się dotrzeć; typowym źródłem okazuje się przypis z Wikipedii. To, co można powiedzieć uczciwie: barwniki owadzie występują w materiale prawie wyłącznie na jedwabiu i prawie wyłącznie w grobach o najwyższym statusie — i to jest mocniejszy argument o ich cenie niż jakakolwiek niesprawdzalna liczba.
§8Detektor bzdur — sześć pytań do każdego zdania o kolorze
Do użycia zarówno wobec cudzych tekstów, jak i wobec tego. Jeśli odpowiedź na którekolwiek brzmi „nie wiadomo" — twierdzenie jest słabsze, niż wygląda.
| Pytanie | Dlaczego ma znaczenie | Typowa wpadka |
|---|---|---|
| 1. To analiza chemiczna czy obserwacja wzrokowa? | „Tkanina była niebieska" i „na tkaninie wykryto indygotynę" to dwa różne zdania. Kolor w ziemi zmienia się, migruje i bywa artefaktem korozji brązu. | „Niebieskie lny z Birki" — to obserwacja wzrokowa Geijer, a chemia tego samego tomu nie znalazła barwnika na żadnej próbce lnu.[3] Wzorzec do naśladowania: czeski zespół opisujący grób księcia Wratysława I († 921) zapisał barwę krajki jako „(obecnie) brunatnoczerwona" — z nawiasem, dwa razy.[30] |
| 2. Jaką metodą i w którym roku? | HPLC-MS to inny świat niż mikrochemia z lat 30. czy spektrofotometria z lat 80. Starsze metody dawały fałszywe pozytywy i nie potrafiły rozdzielić gatunków. | „W Birce barwiono rezedą i urzetem" — na podstawie ekstrakcji fenolem wykonanej przez inżyniera z laboratorium kolejowego.[3] |
| 3. Roślina czy związek chemiczny? | Chromatograf widzi luteolinę, nie rezedę. Luteolina jest w kilkunastu roślinach, w tym pospolitych chwastach. | „Rezeda żółtawa (barwierska) potwierdzona w epoce wikingów" — potwierdzona jest luteolina; gatunku nie rozstrzygnięto.[7][9] Tak samo we Wrocławiu: chromatogram pokazał indygotynę, a „urzet" dopisali autorzy z botaniki, nie z chromatogramu.[23] |
| 4. Ten region i ten okres? | Najczęstszy błąd polskiej literatury: cytowanie analiz z okresu rzymskiego albo z XIV w. jako dowodu dla X w. | Prace Biesagi i in. cytowane jako „polskie analizy wczesnośredniowieczne" — Maik przywołuje je przy kulturze wielbarskiej.[22] |
| 5. Wełna, jedwab czy len? | Barwniki luksusowe siedzą prawie wyłącznie na importowanym jedwabiu. Przeniesienie ich na wełnianą tunikę to przeskok, nie wniosek. | „Kermes na ziemiach polskich" — owszem, ale na importowanej krajce jedwabnej ze srebrną nicią.[1] |
| 6. Czy autor sprawdził to, co cytuje? | Nawet bardzo dobre prace przepisują cudze zdania bez weryfikacji. To nie jest zarzut wobec nauki — to powód, żeby schodzić do publikacji pierwotnej. | Vajanto podaje, że w estońskiej Siksäli brązową wełnę barwiono przytulią; publikacja źródłowa mówi, że brązowe runo szło pod błękit, a czerwień robiono na wełnie jasnej.[14][32] |
| 7. Ile próbek? | Cała paleta „polskiego wczesnego średniowiecza" to sześć ekstraktów. Cały Gokstad to cztery próbki. Z takich liczb nie robi się statystyki mody. | „Słowianie nosili…" — na podstawie materiału, którego objętość mieści się w jednym zdaniu. |
Wersja praktyczna: co bezpiecznie założyć na wydarzenie
Obronne wszędzie i przez cały okres: naturalna wełna (biała, kremowa, szara, brunatna, czarna) i len naturalny lub bielony. To jedyne dwie pozycje bez żadnych zastrzeżeń.
Obronne, ale z podaniem miejsca i czasu: błękit indygoidowy (ziemie polskie — od lat 30. XI w., Wrocław; Dania i Estonia — pewniej), przygaszona czerwień marzanny (Dania, Norwegia, Ruś; u nas na jedwabiu), żółcie flawonoidowe, brązy garbnikowe, ciemna zieleń z nałożenia. Dla ziem polskich VI–IX w. nie mamy niczego — cała nasza baza zaczyna się w X w. Jeśli rekonstruujesz VIII w. na Pomorzu, powiedz wprost, że opierasz się na analogii, a nie na materiale.
Obronne z komentarzem: purpura/róż z porostów (powiedz „na wzór Dublina i Danii, nie mamy tego z ziem polskich"), czerń z garbnika i żelaza (powiedz „chemia pewna, znalezisko z naszego okresu — nie"), niebieski len (powiedz „zaświadczony wzrokowo w Birce, nie chemicznie").
Do uzasadnienia albo do porzucenia: jaskrawy szkarłat, jasna zieleń trawiasta, intensywny fiolet, czysta jaskrawa żółć na całej szacie, cokolwiek barwionego cebulą lub orzechem „bo historyczne".
§9Dokąd dalej
Ścieżka od zera do poziomu, na którym da się sensownie dyskutować z archeologiem:
- Zacznij od eksperymentu, nie od teorii. Artykuł Katarzyny Stasińskiej „Before They Dyed" w EXARC Journal[16] — po angielsku, darmowy, z pomiarami. To z niego pochodzi połowa liczb w tym dokumencie.
- Po polsku — i to jest pozycja obowiązkowa. Ta sama autorka prowadzi cykl „Tęcza Średniowiecza", w którym barwi wyłącznie roślinami i środkami dostępnymi we wczesnośredniowiecznym Dolnym Śląsku i dokumentuje każdy kolor osobno — fiolet, czerwień, żółć, zieleń, brąz, szarość, czerń. Napisała też książkę Farbowane tekstylia we wczesnośredniowiecznej Polsce (jest też jako e-book). Jeśli masz przeczytać po polsku jedną rzecz o barwieniu w tej epoce — to tę.
- Potem praca doktorska Kristy Vajanto[14] — darmowa, 300 stron, obejmuje barwniki, zaprawy roślinne, garbniki i archeologię eksperymentalną Fennoskandii. To najlepsza pojedyncza pozycja w całym temacie.
- Potem Gokstad[5] — krótki, otwarty artykuł, na którym widać dokładnie, jak wygląda prawdziwa analiza czterech próbek i jak łatwo o wynik fałszywie ujemny.
- Jeśli chcesz chemii — Dominique Cardon, Natural Dyes: Sources, Tradition, Technology and Science (Archetype Publications 2007), kompendium referencyjne całego tematu. Płatne i drogie, ale bez konkurencji.
- Śledź TeCoVa — szczegóły na początku artykułu. To on w najbliższych latach przepisze tę tabelę — Mannering pisze wprost, że dzisiejsze rozumienie kolorów epoki „opiera się w dużej mierze na kilku badaniach z lat 80. i 90.".[6]
§10Skąd wzięły się kolory w tym dokumencie
Nie natrafiliśmy na opublikowany pomiar kolorymetryczny (CIELab, Munsell, NCS) ani dla zachowanego koloru tkaniny z epoki wikingów, ani dla pełnej zrekonstruowanej palety tego okresu. Notację Munsella bywa się podaje rutynowo w opisach konserwatorskich, więc pojedyncze wartości gdzieś zapewne istnieją — ale zestawu, na którym dałoby się oprzeć paletę, nie znaleźliśmy. Dlatego rozdzieliliśmy próbki na dwie klasy:
Z pomiaru (zielona obwódka). Czerwienie: przeliczenie opublikowanych wartości CIELAB z eksperymentu barwiarskiego[16] na sRGB przy iluminancie D65, wzorami standardowymi (CIELAB → XYZ → sRGB z korekcją gamma). CMYK to bezpośrednie przeliczenie arytmetyczne z RGB, nie wartości z profilu ICC drukarni — drukarnia zaproponuje inne liczby i będzie miała rację. Błękity, zieleń z kadzi i fiolet z kadzi: opublikowanymi danymi są kody NCS[13]; pokazany HEX to przybliżenie sRGB tych kodów wzięte z serwisu NCScolorguide.com, a nie wartość z oryginalnej publikacji.
Poglądowe (bez obwódki). Narysowane przez nas, żeby dało się wyobrazić sobie rodzinę koloru. Nie są danymi. Nie dobieraj po nich farby ani wełny „co do piksela".
I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć: pomiary, na których się opieramy, wykonano na świeżo ufarbowanej, współczesnej wełnie szetlandzkiej w wodzie demineralizowanej. To wiarygodna rekonstrukcja tego, jak mogła wyglądać nowa tkanina — a nie pomiar czegokolwiek, co leżało tysiąc lat w ziemi.
§11Bibliografia — źródła przystępne
- EXARC Journal — recenzowane czasopismo archeologii eksperymentalnej, darmowe. Kluczowa pozycja dla tego tematu: K. Stasińska, „Before They Dyed. Mordants and Assists in the Textile Dyeing Process in Anglo-Saxon and Anglo-Scandinavian Britain: An Experimental Approach", 2021/4 — exarc.net. Stamtąd pochodzą wszystkie nasze zmierzone czerwienie.
- Fashioning the Viking Age — raport końcowy projektu (Muzeum Narodowe w Kopenhadze, 2023), darmowy PDF — natmus.dk. Bogato ilustrowany opis rekonstrukcji strojów z Bjerringhøj i Hvilehøj. Warto zwrócić uwagę na szczerą uwagę autorów: gdy wyniku analizy nie było, kolor dobierano „na najlepsze dopasowanie do całości projektu".
- Rimstad, Mannering, Andersson Strand, Demant, „Velovervejede rekonstruktioner af de velklædte vikinger", Arkæologisk Forum 51 (2024), darmowy PDF — po duńsku, ale krótki i konkretny; to tam pada zdanie o żółci jako zaskoczeniu.
- Vikingtidsmuseet / Museum of the Viking Age, Oslo — strona o tekstyliach z Oseberga. Warto zobaczyć podpis pod rekonstrukcją rysunkową tapiserii: „The colours are fictional".
- Thor Ewing, „í litklæðum — Coloured Clothes in Medieval Scandinavian Literature and Archaeology" — zestawienie świadectw literackich ze znaleziskami. Nierecenzowane, ale rzetelne i bardzo przydatne przy sagach.
- Dzikie Barwy (dzikiebarwy.com) — polskie, praktyczne, dobrze udokumentowane relacje z barwienia. Uwaga: autorka używa też zapraw chromowych i cynowych, całkowicie niehistorycznych — czytaj jako warsztat współczesny, nie jako rekonstrukcję.
O blogach rekonstrukcyjnych bez przypisów. Są użyteczne jako tropy, ale nie powinny być traktowane jako źródła. Właśnie w takich miejscach powtarzają się twierdzenia o cebuli, orzechu włoskim, wrzosie „z Yorku", czerwcu polskim czy barwionym lnie z Birki, których nie udało się potwierdzić w źródłach pierwotnych. Jeśli tekst nie podaje stanowiska, metody i daty analizy, traktuj go jako punkt wyjścia do dalszego sprawdzenia.
§12Bibliografia akademicka
Numeracja ciągła; pozycje 1–23 uporządkowane wg pierwszego wystąpienia w wersji pierwotnej, pozycje 24–32 dopisane po kwerendzie wschodniej. Zaznaczamy dostęp, bo dla rekonstruktora bez afiliacji to bywa rozstrzygające.
- Cybulska M., Lech K., Hajdas I., Sielski J., Wołoszyn M., Poliński D. (2025). „Material Analysis of Early Medieval Woven Bands from Gródek upon the Bug River and Pień, Poland". Materials 18(23), 5279. DOI: 10.3390/ma18235279. Otwarty dostęp. — Jedyne opublikowane oznaczenie barwników na wczesnośredniowiecznej tkaninie z ziem polskich. HPLC-UV-Vis-ESI-MS/MS, mikropróbki ≤0,2 mg, datowanie radiowęglowe. Uwaga przy cytowaniu: tekst bieżący i Tabela 3 przypisują wyniki do różnych krajek (I/K), a podpis ryciny pomija jedną z próbek — publikacja jest wewnętrznie niespójna. Bezpiecznie mówić „trzy z sześciu ekstraktów dały kermes, jeden marzannę z żółtym flawonoidem", nie „krajka I była kermesowa".
- Walton Rogers P. (1997). Textile Production at 16–22 Coppergate. The Archaeology of York 17/11. York: Council for British Archaeology. Z wkładem A.R. Halla o widłaku. Pełny tekst dostępny online. — Fundament wiedzy o barwiarstwie anglo-skandynawskim. Stąd: liczby kontekstów archeobotanicznych (widłak 247, marzanna 244, janowiec 189, urzet 57, rezeda 22 — zliczone z zestawienia w tomie, warto zweryfikować w druku), teza o niedostępności ałunu, bielenie lnu, cytat z Winrica z Trewiru.
- Geijer A. (1938). Birka III. Die Textilfunde aus den Gräbern. Uppsala. W tym: Beilage I. Mikroskopische und chemische Untersuchungen, s. 180–184, aut. Hjalmar Ljungh. Pełny tekst darmowy w Internet Archive. — Klasyk, ale metodycznie przestarzały: ekstrakcja gorącym fenolem i reakcje barwne, bez chromatografii. Deklarowane odróżnienie urzetu od indygo jest chemicznie niewykonalne. Sama Geijer ostrzega, że „badanie mikrochemiczne nie może rozstrzygnąć, co jest pierwotne, a co wtórne". Stąd też, ze s. 44, wzmianka o akcie targowym dla St. Denis z początku VIII w. i o ludziach przypływających zza morza po wino, miód i marzannę (Krapp) — przypis ten bywa mylnie przypisywany pracy Walton z 1988 r., w której tej informacji nie ma.
- Rimstad C., Mannering U., Andersson Strand E., Demant I. (2024). „Velovervejede rekonstruktioner af de velklædte vikinger". Arkæologisk Forum 51, 4–17. Otwarty dostęp, po duńsku. — Popularnonaukowe, ale recenzowane omówienie wyników. Stąd zdanie o dominacji żółci jako „bardzo interesującym nowym odkryciu" i o tym, że HPLC mówi o chemii, nie o niuansach odcienia. Uwaga: artykuł w jednym miejscu pisze „lav (Lycopodium spp.)", mieszając porost z widłakiem — sprzeczności tej nie rozstrzygnęliśmy.
- Łucejko J.J., Vedeler M., Degano I. (2021). „Textile Dyes from Gokstad Viking Ship's Grave". Heritage 4(3), 2278–2286. DOI: 10.3390/heritage4030129. Otwarty dostęp. — Cztery próbki, wszystkie z markerami typu marzanny. Najlepsza w literaturze ilustracja fałszywie ujemnego wyniku: próbka S2 nie dała nic w HPLC-DAD, a spektrometria mas znalazła w niej alizarynę i purpurynę.
- Mannering U. (2024). „Textile colours of the Viking Age (TeCoVa)". Archaeological Textiles Review 66, 120–121. Otwarty dostęp. — Zapowiedź projektu 2024–2028. Stąd: nazwanie „europejskich czerwców" czerwcem polskim, oraz stwierdzenie, że obecna wiedza o kolorach epoki „opiera się w dużej mierze na kilku badaniach z lat 80. i 90.".
- Kirkinen T., Wright K., van Bommel M.R., Suomela J., Seitsonen J., Ruokolainen J. (2023). „Chieftain's colourful garments: microinvasive analysis of Norwegian Snartemo V textiles". Archaeological Textiles Review 64. Otwarty dostęp. — Uwaga: Snartemo V datuje się na przełom V i VI w. — to sam początek naszego zakresu albo chwila przed nim, zależnie od publikacji. Cenne jako wzorzec ostrożności: autorzy wyliczają wszystkie rośliny mogące dać wykrytą luteolinę i nie rozstrzygają gatunku; pokazują też, że „czerwona" osnowa bywa wyblakłym naturalnym pigmentem, a „żółta" — niebarwioną bielą.
- Walton Rogers P. (2020). „Textile networks in Viking-Age towns of Britain and Ireland", rozdz. 5 w: S.P. Ashby, S.M. Sindbæk (red.), Crafts and Social Networks in Viking Towns, 84–120. Oxford: Oxbow. Książka płatna; rozdział krąży w otwartym dostępie. — Źródło Tabeli 5.1, z której pochodzą nasze liczby (Skandynawia: 27 identyfikacji na 46 badanych tkanin wełnianych, w tym 21 indygotyna; Dublin: 18 na 49, w tym 13 purpura porostowa; jedwabie z Mammen 4 na 4). Liczby te pozyskaliśmy z wersji cyfrowej, nie z druku — przed publicznym cytowaniem warto sprawdzić w papierze.
- Vanden Berghe I., Mannering U., Rimstad C. (2023). „New dye analyses of Danish Viking Age textiles from Bjerringhøj, Hvilehøj and Hedeby". Journal of Archaeological Science: Reports 49, 103965. DOI: 10.1016/j.jasrep.2023.103965. Płatny — korzystaliśmy z abstraktu, „Highlights" i fragmentów. — „Pierwsze systematyczne analizy barwników w kontekście epoki wikingów od 30 lat", ok. 70 próbek, HPLC-DAD. Stąd: urzet/indygo, marzanna, luteolina, widłak, elagotaniny, kermes i „europejskie czerwce". W dostępnej części tekstu nie pojawiają się słowa „lichen", „orchil" ani „orcein" — a to ten sam materiał, w którym Walton wcześniej raportowała purpurę porostową.
- Vedeler M. (2013). „New Light on Samit Silk from Oseberg", w: NESAT XI, 181–186. — „Jak dotąd pobrano tylko jedną próbkę do analizy HPLC […] nie wykryto żadnych barwników". To całość opublikowanej wiedzy barwnikowej o Osebergu.
- Museum of the Viking Age / Vikingtidsmuseet, Oslo — strona kolekcji, tekstylia z Oseberga. Podpis pod rekonstrukcją rysunkową: „The colours are fictional".
- Østergård E. (2004). Woven into the Earth: Textiles from Norse Greenland. Aarhus University Press. Zawiera rozdział P. Walton Rogers, „Fibres and dyes in Norse textiles", s. 79–92. Tylko druk. — Zastrzeżenie: rozdziału Walton Rogers nie widzieliśmy. Twierdzenie o zasadniczo niebarwionych ubraniach z Herjolfsnes opieramy na recenzji tomu i na opracowaniu Thora Ewinga, nie na samym rozdziale.
- Hartl A., Proaño Gaibor A.N., van Bommel M.R., Hofmann-de Keijzer R. (2015). „Searching for blue: Experiments with woad fermentation vats and an explanation of the colours through dye analysis". Journal of Archaeological Science: Reports 2, 9–39. DOI: 10.1016/j.jasrep.2014.12.001. — Źródło wszystkich naszych kodów NCS i tezy, że kadź urzetowa daje też mięty, fiolety i zielenie. Oraz jednoznacznego stwierdzenia, że indygotyna, indyrubina i izatyna „nie pozwalają wnioskować, jakiego gatunku rośliny użyto".
- Vajanto K. (2016). Dyes and Dyeing Methods in Late Iron Age Finland. Rozprawa doktorska, Uniwersytet Helsiński. Otwarty dostęp (Helda). — Najlepsza pojedyncza pozycja w temacie. Trzy metody barwienia (kadź, zaprawa, fermentacja garbników), zaprawy roślinne (widłak, skrzyp), przytulie jako miejscowe źródło czerwieni, marzanna i rezeda jako wskaźnik importu, SEM-EDX glinu na przędzy archeologicznej. Zawiera też bezcenną kontrolę negatywną: „W próbce wzorcowej zaprawionej siarczanem żelaza nie wykryto żelaza" — czyli niewykrycie zaprawy nie dowodzi niczego.
- Walton P. (1988). „Dyes and Wools in Iron Age Textiles from Norway and Denmark". Journal of Danish Archaeology 7, 144–158. DOI: 10.1080/0108464X.1988.10590003. PDF darmowy. — Ważne zastrzeżenie, którego nikt nie odnotowuje: tabela wyników tej pracy nie zawiera wierszy z epoki wikingów — dane tabelaryczne dotyczą okresu przedrzymskiego, rzymskiego i wędrówek ludów. Ustalenia dla epoki wikingów istnieją wyłącznie w tekście ciągłym. Stąd: czerwiec polski w Veien, purpura porostowa z Fløjstrup, sugestia Donkina o vermiculo, ostrzeżenie o grzybach Dermocybe, oraz nierozwiązana zagadka „Yellow X".
- Stasińska K. (2021). „Before They Dyed. Mordants and Assists in the Textile Dyeing Process in Anglo-Saxon and Anglo-Scandinavian Britain: An Experimental Approach". EXARC Journal 2021/4. exarc.net. Otwarty dostęp. — Źródło wszystkich zmierzonych czerwieni w tym dokumencie: marzanna na wełnie szetlandzkiej, 17 zapraw i dodatków, pomiar CIELAB, skala Blue Wool. Zastrzeżenia: Tabela 3 w oryginale ma odwrócone znaki różnic względem Tabeli 2 (liczyliśmy z Tabeli 2); słowne opisy próbek żelazowych („fioletowoczarna") nie zgadzają się ze zmierzonymi wartościami a*/b*, które są niemal neutralne; pomiaru dokonano kolorymetrem konsumenckim.
- Wright K., Vanden Berghe I., Sahramaa J., Suomela J.A. (2023). „Colorants Detected by HPLC-PDA in Textiles from 13th Century Lieto Ristinpelto, Finland". Heritage 6(2), 1209–1226. DOI: 10.3390/heritage6020067. Otwarty dostęp. — Stąd twarde sformułowanie o zachowywaniu się flawonów („bardzo wyjątkowe") i przypadek sześciu wizualnie czerwonych przędz, w których nie wykryto żadnego czerwonego barwnika.
- Lech K., Jarosz M. (2016). „Identification of Polish cochineal (Porphyrophora polonica L.) in historical textiles by high-performance liquid chromatography…". Analytical and Bioanalytical Chemistry 408, 3349–3358. DOI: 10.1007/s00216-016-9408-0. — Praca, która dopiero umożliwiła odróżnianie czerwca polskiego od koszenili amerykańskiej (marker: O-heksozyd kwasu flawokermesowego). Zastosowana do tkanin z XVII–XIX w. Przed 2016 r. starsze analizy z definicji nie mogły rozstrzygnąć gatunku.
- Pollegioni P. i in. (2017). „Rethinking the history of common walnut (Juglans regia L.) in Europe". PLOS ONE 12(3), e0172541. — Cytowane po to, by pokazać, czego nie ma: żadnych podstaw dla orzecha włoskiego w Polsce, Skandynawii i Brytanii wczesnego średniowiecza.
- Biggam C.P. (2006). „Knowledge of Whelk Dyes and Pigments in Anglo-Saxon England". Anglo-Saxon England 35, 23–55. DOI: 10.1017/S0263675106000032. — Analiza tego, czy purpura ślimakowa w ogóle funkcjonowała w Anglii anglosaskiej, czy też wzmianki pisane dotyczą barwników z porostów.
- Blackburn R.S. (2017). „Natural dyes in madder (Rubia spp.) and their extraction and analysis in historical textiles". Coloration Technology 133(6), 449–462. DOI: 10.1111/cote.12308. — Stąd kluczowa subtelność: purpuryna powstaje częściowo dopiero przy suszeniu korzeni (dekarboksylacja pseudopurpuryny), więc stosunek alizaryny do purpuryny jest po części artefaktem obróbki surowca, a nie czystą cechą gatunku.
- Maik J. (2019). „70 years of Polish research on archaeological textiles". Przegląd Archeologiczny 67, 73–87. DOI: 10.23858/PA67.2019.004. Otwarty dostęp. — Przegląd stanu badań. Maik datuje początek polskiej chemii barwników archeologicznych na początek XXI w., a prace Biesagi i in. przywołuje w akapicie o okresie rzymskim i kulturze wielbarskiej. Nie podaje żadnej statystyki liczby przebadanych znalezisk — jeśli ktoś taką liczbę „za Maikiem" cytuje, to jej tam nie ma.
- Maik J. (2007). „Textilien aus einem heidnischen Tempel des 11. Jahrhunderts in Wrocław", w: A. Rast-Eicher, R. Windler (red.), Archäologische Textilfunde — Archaeological Textiles. NESAT IX, Ennenda: Archeo Tex, 191–198. W tym Anhang 2: I. Surowiec, W. Nowik, M. Trojanowicz, „Chemische Farbstoffuntersuchungen an Geweben aus einem heidnischen Tempel in Wrocław", s. 197. Druk, tom niedostępny cyfrowo. — Najważniejsza pozycja dla ziem polskich. 55 fragmentów tekstylnych z budynku na Ostrowie Tumskim, dendrochronologicznie datowanego na 1032/33 r. HPLC z detektorem diodowym UV-Vis (Agilent, kolumna Hypersil BDS C18; ekstrakcja MeOH/HCl oraz DMSO), sześć tkanin wełnianych, dwanaście prób (osobno osnowa i wątek). Indygotyna w jednej próbie, RT 29,5 min; w pozostałych nic — „tkaniny albo nie były barwione, albo barwnik uległ takiemu rozkładowi, że tą metodą nie dało się go już zidentyfikować". Dwa zastrzeżenia: (1) przypisanie indygotyny urzetowi (Isatis tinctoria) jest wnioskiem botaniczno-geograficznym autorów, nie wynikiem chromatogramu — indygotyna nie rozstrzyga gatunku; (2) tekst główny wskazuje tkaninę nr 3, aneks próbkę 12A, a tkaniny nr 3 nie ma wśród sześciu przebadanych — nie przypisywać wyniku konkretnemu numerowi.
- Orfinskaya O.V., Pushkina T.A. (2011). „10th century AD textiles from female burial Ц-301 at Gnëzdovo, Russia". Archaeological Textiles Newsletter 53, 35–51. Otwarty dostęp (PDF całego numeru). — Najlepszy rekord barwnikowy spoza Skandynawii. HPLC (E. Karpowa, Nowosybirski Instytut Chemii Organicznej im. N.N. Woroszcowa), grób datowany na lata 970. Marzanna na trzech jedwabiach z podanymi proporcjami (74/24/0,8; 78/19; 53/36), indygotyna na cienkim lnie sukni. Stąd też najlepszy w całym dokumencie przypadek „brąz to nie kolor": „Obecnie tkanina jest brązowa, ale analiza barwnika wykazała, że była czerwona". Zastrzeżenie: dla lnu nie podano danych liczbowych.
- Rammo R., Wright K., Pasanen M. (2023). „Searching for mastery in dyeing: Blackish blue on Estonian and Finnish textile finds from the 11th–15th centuries", w: S. Lipkin, E. Ruhl, K. Wright (red.), Interdisciplinary Approaches to Research of North and Central European Archaeological Textiles, Monographs of the Archaeological Society of Finland 12, 149–160. Otwarty dostęp (PDF). — UHPLC-PDA, 12 próbek archeologicznych. Cztery próbki z XI w. (Raatvere ×3, Pudivere) zawierają obok indygotyny, izatyny i indyrubiny także flawonoid urzetu — to jedyne znane nam w tej strefie rozstrzygnięcie „urzet czy indygowiec" na poziomie rośliny. Autorzy: urzetu w Estonii nie uprawiano, więc barwnik importowano; celem procesu było „uzyskanie odcienia tak ciemnego, jak to możliwe". Datowanie próbek z kontekstu archeologicznego, bez 14C.
- Nahlik A. (1963?). Ткани Новгорода. Опыт технологического анализа [Tkaniny Nowogrodu. Próba analizy technologicznej], w: Материалы и исследования по археологии СССР (МИА) 123, Moskwa. Druk; korzystaliśmy z reedycji cyfrowej na portalu rekonstrukcyjnym.
Uwaga do cytowania — dotyczy samego opisu bibliograficznego. Zweryfikowaliśmy treść: rozdział „Крашение текстильных изделий" z Tabelą 10, oraz zdanie, że „dla czternastu tkanin przeprowadzono analizę chemiczną barwnika […] w laboratorium Instytutu Naukowo-Badawczego Przemysłu Włókienniczego w Budapeszcie". Reedycja, którą czytaliśmy, nie zawiera żadnej metryki — ani numeru tomu, ani roku, ani paginacji. Numer МИА 123, rok 1963 i zakres stron 228–296 mamy wyłącznie z opracowań wtórnych i nie potwierdziliśmy ich w katalogu. Do publikacji konieczna autopsja.
Praktyczna droga w Polsce. Nahlik był polskim badaczem i wydał materiał nowogrodzki także po polsku: Nahlik A. (1964), Tkaniny wełniane importowane i miejscowe Nowogrodu Wielkiego X–XV w., Wrocław–Warszawa–Kraków: Instytut Historii Kultury Materialnej PAN / Ossolineum (opis zweryfikowany w bibliografii Maika 2019[22]), oraz Nahlik A. (1965), Tkaniny wsi wschodnioeuropejskiej X–XIII w., „Acta Archaeologica Lodziensia" 13, Łódź: Łódzkie Towarzystwo Naukowe. Tom z 1964 r. dotyczy wprost wełny nowogrodzkiej i jest naturalnym miejscem, w którym należy szukać tej samej tabeli — czy ją zawiera, nie zweryfikowaliśmy.
Trzy zastrzeżenia merytoryczne (niezależne od kwestii bibliograficznej): metody analitycznej nie podano; sześć z czternastu oznaczeń („chryzyna", „emodyna") to związki spoza kanonu barwników archeologicznych i nikt ich nie zweryfikował nowocześnie; tabela nie podaje warstw, a dwie jedyne datowane w tekście próbki to XIII w. — przy zakresie chronologicznym materiału sięgającym XV w. (por. sam tytuł monografii z 1964 r.: „X–XV w.") oznacza to, że nie wiadomo, ile z tych czternastu prób w ogóle mieści się w VI–XI w. - Zubkova E.S., Orfinskaya O.V., Mikhailov K.A. (2010). „Studies of the Textiles from the 2006 Excavation in Pskov", w: NESAT X (Ancient Textiles Series 5), Oxbow, 291–298. Druk płatny. — Grób komorowy z X w. typu skandynawskiego, pełna rekonstrukcja kroju. Metody dotyczą wyłącznie identyfikacji włókna; w całym opracowaniu nie pada słowo „dye". Barwy podane wzrokowo, z uczciwym zastrzeżeniem autorów „visual evaluation" i „nie dało się określić koloru". Wzorcowy przykład bogatego materiału bez danych barwnikowych.
- Pečeliūnaitė-Bazienė E. (2004). „Archaeological Textiles of 2/2 Diagonal Twill Found in the Coastal Cemeteries of the 1st–12th Centuries in Lithuania". Archaeologia Lituana 5, 66–77. Otwarty dostęp, CC BY. — Około 200 fragmentów z I–XII w., opracowanie wyłącznie strukturalno-technologiczne. Zero analiz barwników. Cytujemy jako dowód, że brak danych bywa brakiem badań, nie brakiem materiału.
- Poláček L. i in. (2022). Velkomoravské elity z Mikulčic. Brno: Archeologický ústav AV ČR. DOI: 10.47382/arub2022-03. Otwarty dostęp, 475 s. — Zawiera ekskursy tekstylne Heleny Březinovej. Ponad 440 fragmentów tekstylnych, „w zdecydowanej większości w warstwach korozyjnych na powierzchni przedmiotów metalowych"; określenie surowca udało się „tylko przy niewielkiej liczbie próbek". O najlepiej zachowanym samitum (grób 590): „původní barevnost ani podobu vzoru nelze určit". Archeobotanika: 37 303 makroszczątki, żadnej rośliny barwierskiej. Odnotowuje też pożar depozytu w 2007 r., który zniszczył większość zbioru.
- Bravermanová M. i in. (2024). „Nové poznatky o hrobu knížete Vratislava I. z baziliky sv. Jiří na Pražském hradě". Archaeologia historica 49(2), 767–804. DOI: 10.5817/AH2024-2-15. Otwarty dostęp, CC BY-NC-ND. — Grób władcy zmarłego w 921 r., opracowany z użyciem izotopów, aDNA i radiowęgla. Barwników nie badano. Warta zapamiętania jest jednak dyscyplina zapisu: barwę krajki podano dwukrotnie jako „(v současnosti) hnědočervené" — „(obecnie) brunatnoczerwonej". Ten nawias to wzorzec, którego brakuje w literaturze popularnej.
- Březinová H., Bravermanová M., Bureš Víchová J. (2019). „The Structure of Archaeological Textiles from the Early and High Middle Ages in Finds from the Czech Republic (Part 1)". Vlákna a textil 26(1), 14–23. Otwarty dostęp (PDF). — Systematyka trzech środowisk zachowania w Czechach: warstwy odpadowe Pragi XIV–XV w. (ponad 1500 fragmentów, barwnik przeżywa), groby na Hradzie, oraz wczesne średniowiecze — wyłącznie mineralizacje w warstwach korozyjnych metalu. Autorzy: „Czechy nie mają idealnych warunków do zachowania organicznego materiału archeologicznego".
- Rammo R., Matsin A. (2015). „Textile production in a medieval village in Siksälä (Estonia)", w: NESAT XII, Archaeolingua, 279–288. Otwarty dostęp (PDF tomu). — Materiał XIII–XV w., poza naszym okresem, a oznaczenia barwników opierają się na niepublikowanym raporcie (Vanden Berghe 2013), bez podanej metody i liczby próbek. Cytujemy wyłącznie po to, by sprostować powielany błąd: wg tej publikacji brązowe runo dobierano do barwienia na niebiesko, a do czerwieni z przytulii brano wełnę jasną i cienką.
- Sloth P.R., Hansen U.L., Karg S. (2012). „Viking Age garden plants from southern Scandinavia — diversity, taphonomy and cultural aspects". Danish Journal of Archaeology 1(1), 27–38. DOI: 10.1080/21662282.2012.750445. Otwarty dostęp. — Pozycja rozstrzygająca sprawę orzecha włoskiego. Przegląd 14 zespołów archeobotanicznych z lat 775–1050 w południowej Skandynawii. O orzechu: „wielką liczbę łupin orzecha włoskiego (Juglans regia L.) znaleziono w Hedeby"; dowody z Hedeby wskazują na import (brak drewna i pyłku), ale „nowe świadectwa pyłku orzecha ze Skanii z okresu ok. 600–800 r. wskazują, że uprawa orzecha w południowej Skandynawii jest scenariuszem możliwym już w epoce wikingów". O roślinach barwierskich praca nie podaje konkretnych taksonów ani stanowisk — ogranicza się do uwagi, że część gatunków mogących służyć do barwienia jest rodzima dla flory południowoskandynawskiej. Cytujemy ją więc wyłącznie dla orzecha, nie dla barwników.
- Demant I., Frandsen L.B., Ræder Knudsen L., Lorange T., Bruselius Scharff A., Vanden Berghe I., Skals I., Lund Hansen U., Mannering U. (2018). „Lønne Hede — an Early Roman Iron Age burial site with well-preserved textiles". Bericht der Römisch-Germanischen Kommission 99, s. 205–392. Otwarty dostęp (PDF, 21 MB). — Uwaga chronologiczna: wczesny okres rzymski (I w. n.e.), nie epoka wikingów. Cytujemy wyłącznie jako odniesienie metodyczne w sprawie widłaka, i to w obie strony. Przeciw: SEM-EDX wykazało dużo glinu w glebie grobowej tak samo jak we włóknach, więc „nie jest możliwe ustalenie bezpośredniego związku między zawartością glinu we włóknach a użyciem widłaka jako zaprawy". Za: w pięciu próbkach barwionych janowcem wykryto chromatograficzny marker widłaka (Lycopodium sp.) o widmie bliskim chryzoeriolu, elucja 17,0 min — i na tej podstawie autorzy stwierdzają zaprawienie widłakiem. Barwniki badały A. Bruselius Scharff i Ina Vanden Berghe, ta sama analityczka co w pracy o duńskich tkaninach epoki wikingów[9] — stąd nasze przypuszczenie, że tamtejszy „club moss" to ten sam marker.